Archive for June, 2000

Inżynierowie znowu modni?

Wednesday, June 14th, 2000

Kasia skończyła prawo, a Wojtek zarządzanie i marketing. Byli dobrymi studentami, a więc rodzina i oni sami oczekują znalezienia atrakcyjnej pracy, zwłaszcza że znają języki i są obyci z komputerem. Złożyli oferty w kilku biurach doradztwa.

Tutaj jednak zaczynają się ,,schody”. Pracy nie ma, co przez wiele miesięcy będą ukrywać wstydliwie przed znajomymi. – tak będzie co najmniej do 2003 roku – mówi Jacek Radomski z Biura Karier UAM – a winny jest wyż demograficzny, którego roczniki opuszczają uczelnie.

Podaż większa

Dla ekonomistów i prawników rynek pracy ,,zatkał się”. – Podaż w tych zawodach zdecydowanie przewyższa popyt – stwierdza Iwona Kamińska z poznańskiego oddziału Take It – a jeśli już firma chce zatrudnić taką osobę, to wyłącznie z pewnym doświadczeniem zawodowym. Zdaniem Iwony Kamińskiej, wielu absolwentów ma zbyt wygórowane oczekiwania finansowe, zwłaszcza jeśli byli dobrymi studentami. Z jej doświadczenia wynika, że dziś najlepszy absolwent przegra w konkurencji z doświadczonym. Co stąd wynika? Należy brać każdą pracę, najlepiej jeszcze w czasie studiów, zbierać świadectwa pracy i uzbroić się w cierpliwość. W USA liczy się, że na 20 aplikacji zaledwie na jedną otrzymuje się odpowiedź (niekoniecznie pozytywną!) – i zbliżamy się do tej normy.

Grymaszą informatycy

Czy są studia, których ukończenie gwarantuje pracę? – Mamy dużo ofert dla informatyków – mówi Jacek Radomski – proszę sobie wyobrazić, że jest oferta do Belgii z płacą około 20 tys. zł miesięcznie i nie ma chętnych! Podobnie ,,grymaśni” bywają specjaliści telekomunikacji. Na spotkanie z przedstawicielami Motoroli przyszło tylko 30 osób, a mało kto był ofertami naprawdę zainteresowany. Inna sprawa, że wymogi zagranicznych oferentów są bardzo wysokie, a często dotyczą znajomości takich języków komputerowych, których nasi absolwenci nie znają. Fama głosi też, że na Zachodzie praca w sektorze informatycznym zwłaszcza dla przybyszów, jest bardzo wyczerpująca. Zapotrzebowanie na informatyków ze strony Niemiec i Irlandii potwierdzają także inne biura doradztwa personalnego.

Czas inżynierów

Pojawia się coraz częściej – i jest to nowe zjawisko, zapotrzebowanie na inżynierów. Wynika to z rozwoju zakładów produkcyjnych, ale także dużo osób z wykształceniem inżynierskim potrzebnych jest w obrotach handlowych z zagranicą i w budownictwie. Od takiego inżyniera – właśnie dlatego, że produkcja i handel stają się międzynarodowe – wymaga się zdecydowanie znajomości języka, zwłaszcza niemieckiego.

Jacek Radomski
dyrektor Biura Karier UAM

Według liczby zgłoszeń, na dziś pracy szuka najwięcej absolwentów ekonomii, prawa, organizacji i zarządzania, finansów i bankowości, technologii żywności i politologii. Wiem, że np. dla historyków czy geografów nie ma wielu ofert pracy, a mimo to niewielu z nich do nas trafia. Być może, spodziewając się trudności ze znalezieniem pracy, wcześniej zaczynają jej szukać.

Autor artykułu: MAJ

Cicha eutanazja

Wednesday, June 14th, 2000

Osobę z I grupą inwalidztwa nie stać dzisiaj na wykupienie leków i utrzymanie. System opieki społecznej jest tak skonstruowany, że nie udziela pomocy chroniącej przed głodem i eksmisją z mieszkania.

Dla Ewy W., rencistki z I grupą inwalidztwa, w miarę dostatnie życie skończyło się w grudniu zeszłego roku. Zachorowała na grypę. W trakcie leczenia doszło do ostrego zapalenia oskrzeli. Taką diagnozę postawił jeden z lekarzy pogotowia ratunkowego, wezwanego, gdy u pani Ewy wystąpiły silne duszności. Zalecił wizytę u kardiologa i prześwietlenie płuc. Lekarz rodzinny, już z kartą informacyjną kolegi z pogotowia, rozpoczął leczenie. Trwało ono jednak tak długo i było na tyle nieskuteczne, że chora trafiła do specjalisty pulmunologa Wielkopolskiego Centrum Chorób Płuc i Gruźlicy. Tutaj rozpoznano astmę oskrzelową.

- Uważam, że mój lekarz rodzinny, na skutek niewłaściwego leczenia, pozbawił mnie resztek zdrowia. Astma wymaga stałego leczenia. Otrzymałam tyle antybiotyków, że w przypadku jakiejkolwiek infekcji mój organizm nie zareaguje już na żaden. Według lekarza gastrologa, do choroby mojego jelita grubego także przyczyniło się błędne leczenie – twierdzi Ewa W., która swoje zarzuty skierowała do Okręgowego Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej Wielkopolskiej Okręgowej Izby Lekarskiej.

Pacjentka otrzymała już postanowienie o wszczęściu postępowania wyjaśniającego. W uzasadnieniu napisano, iż istnieje podejrzenie, iż lekarz popełnił przewinienie z zakresu Lekarskiej Odpowiedzialności Zawodowej.

Sytuacja bez wyjścia

Ewa W. żąda odszkodowania za doprowadzenie jej zdrowia do obecnego stanu. Z tej tylko przyczyny znalazła się w ubóstwie. Póki miała problemy tylko ze wzrokiem (jest po operacji zaćmy, jaskra w leczeniu), jej renta oraz odłożone oszczędności wystarczały na skromne życie. Dodatkowe choroby i leki wyczerpały jej wszystkie zasoby i wpędziły w długi.

- Jestem osobą samotną, nie mogę liczyć na pomoc rodziny. Moja renta w wysokości 552 zł nie wystarcza mi nawet na wykupienie wszystkich leków, nie mówiąc o zadłużeniu wobec spółdzielni mieszkaniowej. Muszę wybierać pomiędzy receptą a chlebem. Znalazłam się w sytuacji, którą nazywam cichą eutanazją – mówi z goryczą 47-letnia kobieta.

Żyje w nieustannym lęku. O to, jak długo znajomi będą się godzić na przedłużenie spłaty zaciągniętych długów. O to, w jakim stopniu plik nie zrealizowanych recept odbije się na zdrowiu. O to, kiedy zaległości czynszu w wysokości 500 zł doprowadzą ją do eksmisji. Odkładane pieniądze na czarną godzinę stopniały już dawno. Pokazuje rachunki z aptek za okres od stycznia tego roku do końca maja: ponad 2.000 zł. W tym miesiącu wydała w aptecznych kasach 69 zł i uznała, że wyczerpała swój miesięczny limit na leczenie.

Co dalej?

Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej, jak powiedziała nam Maria Siger z poznańskiego biura przy ul. Gwarnej, ma 3 miesiące czasu na zakończenie postępowania. Ale ten czas może być wydłużony, jeżeli dobro sprawy będzie tego wymagać. Jakikolwiek będzie jej finał, dzisiaj nie przyniesie polepszenia sytuacji. Na czyją pomoc może więc liczyć?

- W tym konkretnym przypadku renta w wysokości 552 zł przekracza ustalony próg dla osób samotnych, który wynosi 401 zł – wyjaśnia Małgorzata Załuska, zastępca dyrektora w Wydziałe Zdrowia i Opieki Społecznej UM w Poznaniu. – Poziom dochodów, od którego przysługuje pomoc społeczna, jest rzeczywiście bardzo niski, ale nie ma świadczeń na takim poziomie, który by gwarantował godne życie.

Obywatel, oczekujący od państwa wsparcia, może do prośby dołączyć różne zaświadczenia, które zwiększą jego szansę na ,,indywidualizację świadczeń”. Ale nigdzie nie otrzyma zapewnienia, że instytucja państwowa wstawi się za nim, gdy spółdzielnia mieszkaniowa pozbawi go mieszkania za niepłacenie czynszów.

Coraz kosztowniejsze leczenie

Maria Jaworska jest lekarzem rodzinnym, ma za sobą 26 lat praktyki. Pierwszy raz w tym roku spotkała się z sytuacją, gdy musi pytać pacjenta, czy stać go na wykupienie recepty.

- Rencista czy emeryt obarczony kilkoma chorobami nie jest dzisiaj w stanie opłacić kosztów swojego leczenia. Na przykład przy tak powszechnych schorzeniach, jakimi są żylaki, na liście leków refundowanych nie ma ani jednego środka. Droga jest dzisiaj choroba wrzodowa przewodu pokarmowego, kosztowne stało się leczenie naczyń obwodowych, chorób układu krążenia. W chorobie reumatycznej najtańsza tubka maści kosztuje już ponad 10 zł.

Podziela tę opinię prof. dr hab. Piotr Dylewicz, ordynator Oddziału Rehabilitacji Kardiologicznej Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Poznaniu. Ale stawia jednocześnie taką tezę: zwiększając nakłady na refundację leków, musielibyśmy odjąć i tak już biednym szpitalom. W ramach obecnej stawki ubezpieczeniowej – 7,5 proc. nie da się już niczego poprawić; jeżeli zdrowi nie zechcą więcej płacić, chorzy będą ponosić coraz większe koszty leków (leczenia).

Jakie szanse?

Aż 11 dodatkowych warunków zwiększa szansę przyznania pomocy społecznej. Jest tam m. in. niepełnosprawność, choroby, alkoholizm w rodzinie, wielodzietność, konieczność stosowania diety i potrzeba rehabilitacji. Z naszego rozeznania wynika, że najmniejsze sznase mają osoby samotne, których dochody często przekraczają górny próg uprawniający do pomocy.

Piotr Dylewicz
ordynator Oddziału Rehabilitacji Kardiologicznej WSZ w Poznaniu

Dramatyczna sytuacja osób przewlekle chorych, emerytów wymaga dzisiaj inicjatywy obywatelskiej. W obecnej sytuacji większą opieką powinny tych ludzi otaczać instytucje opiekuńcze. Ogromne rzesze pacjentów z chorobami np. układu krążenia potrzebują czasami 8-10 leków naraz.

Małgorzata Załuska

zastępca dyrektora Wydziału Zdrowia i Opieki Społecznej UM w Poznaniu

Nie ma minimum socjalnego, a pomoc społeczną przyznaje się w zależności od dochodów, wieku, ilości członów przypadających na rodzinę. Rozpatrzenie sprawy przez ośrodek, do którego jest kierowany wniosek, nie zamyka drogi starającemu się o pomoc. Może on jeszcze odwołać się od tej decyzji.

Autor artykułu: Danuta Pawlicka

Groźny upadek Romana Jankowskiego

Friday, June 9th, 2000

Groźny upadek Romana Jankowskiego Na środowym treningu żużlowców leszczyńskiej Unii, doszło do groźnie wyglądającego upadku. Na jednym z wirażów wywrócili się Roman Jankowski – jeżdżący trener Unii, oraz Andrzej Szymański – zawodnik ZKŻ Zielona Góra.

Zawodnicy upadli, kiedy ,,Jankes” próbował wyprzedzić Szymańskiego. Niestety, na bardzo śliskiej nawierzchni toru nie opanował motocykla i wraz z Szymańskim z impetem uderzył w bandę. Wyglądało to makabrycznie. Siła uderzenia uszkodziła siatkę okalającą tor. Obu zawodników przewieziono do szpitala.

Kibice z niecierpliwością oczekiwali wieści o stanie zdrowia lidera Unii. W perspektywie rywalizacji w lidze, kontuzja ,,Jankesa” znacznie osłabiłaby i tak już mocno zdziesiątkowany skład ,,Byków”. Mam ranę cięto-szarpaną łokcia. Nie jest to groźna kontuzja, aczkolwiek bolesna. Wystaruję jednak w najbliższym turnieju w Częstochowie, oraz meczu ligowym w Pile – powiedział popularny ,,Jankes” po powrocie ze szpitala.

Autor artykułu: Hubert RAJEWSKI

Szanse na trofeum nadal są równe

Friday, June 9th, 2000

Dzisiaj o godz. 18.00 we Wronkach piłkarze Amiki staną przed szansą wywalczenia po raz trzeci z rzędu Pucharu Polski. W pierwszym meczu w Krakowie padł remis 2:2, ale szanse obu zespołów nadal są równe.

Pierwsza połowa za nami. Teraz czas na drugą odsłonę. Szanse oceniam 50 na 50 – mówił przed meczem napastnik wronieckiej Amiki, Paweł Kryszałowicz.

W pierwszym meczu w Krakowie to Amica była bliżej zwycięstwa, ale wiślacy dwukrotnie doprowadzali do remisu. Gdyby Remigiusz Sobociński i Marek Zieńczuk wykorzystali znakomite okazje w drugiej połowie, to wronczanie z pewnością mieliby większy komfort przed spotkaniem rewanżowym. Faktycznie mogliśmy wygrać, z drugiej strony gdyby ktoś nam zaproponował przed meczem remis 2:2, to z pewnością taki rezultat wzięlibyśmy w ciemno – mówił Kryszałowicz. Piłkarz Amiki w Krakowie grał tylko przez 60 minut – na tyle starczyło mu sił. Trochę dziwne, że finał organizuje się dwa dni po meczu reprezentacji narodowej. Nie miałem czasu na odpoczynek. Teraz na pewno będę miał siły na całe spotkanie – zapewnia popularny ,,Kryszał”, który we wtorkowym pojedynku wypracował dla Amiki pierwszego gola.

Szkoleniowiec Amiki Stefan Majewski, mimo bardzo dobrej postawy swojego zespołu pod Wawelem, ma powody do zmartwień. Sędzia Ryszard Wójcik w pierwszym meczu dosyć ,,umiejętnie” wykartkował wronieckich graczy i w rewanżu nie będą mogli zagrać Dariusz Jackiewicz i Jarosław Bieniuk. To duże osłabienie wronieckiej drużyny, gdyż trener Majewski nadal nie może skorzystać z usług kontuzjowanego Mariusza Kukiełki. W Wiśle z kolei za żółte kartki musi pauzować Ryszard Czerwiec. LIC

Bilety w cenie 5, 15 i 20 złotych będzie jeszcze można nabyć w kasie przed meczem. Początek spotkania – godz. 18.00.

Bezpośrednią relację przeprowadzi Wizja Sport.

Autor artykułu: LIC

Wirus atakuje telefony

Friday, June 9th, 2000

W Hiszpanii wykryto pierwszego na świecie wirusa atakującego telefony komórkowe. Polscy operatorzy GSM twierdzą, że potrafią przeciwdziałać takim atakom.

Jak poinformowała agencja Reuters, wirus o nazwie Timofonica (od hiszpańskiego słowa ,,timo” – psikus) zaatakował operatora GSM w Hiszpanii, firmę Telefonica. Przekazywany jest poprzez wiadomości tekstowe SMS i działa podobnie do głośnego komputerowego wirusa ,,I Love You”. Tak jak on rozsyła listy email do osób, które użytkownik ma wpisane w książkę telefoniczną. Robi to oczywiście bez jego wiedzy. Wirus niczego nie niszczy, jedynie kolportuje informacje obraźliwe dla firmy Telefonica.

Wszyscy polscy operatorzy GSM mają podpisane umowy roamingowe (pozwalające na korzystanie z komórki za granicą) z Telefonicą. Nawet Polacy przebywający obecnie w Hiszpanii mogą być jednak spokojni o swoje przenośne telefony. Ponoć wszystkie informacje przesyłane jako SMS są skanowane (bez czytania ich zawartości) i niemożliwe jest przesłanie za ich pomocą czegokolwiek innego jak tylko tekstu.

- Wprowadziliśmy taką kontrolę nim jeszcze zagrożenie ze strony wirusów komórkowych zaczęto traktować poważnie – powiedział ,,Gazecie” Krzysztof Sieczkowski, kierownik działu rozwoju usług dodanych w sieci Idea. Podobnie twierdzą przedstawiciele konkurencyjnych sieci.

- Nie uważam żeby było możliwe zablokowanie komórki przez wirusa lub jakiekolwiek inne destrukcyjne działanie – twierdzi Leszek Kamiński, rzecznik Plus GSM. Czas pokaże czy kolejne wirusy komórkowe nie będą na tyle ,,inteligentne” by przechytrzyć kontrole antywirusowe.

SMS

To usługa w telefonii GSM polegająca na wysyłaniu i odbieraniu krótkich wiadomości tekstowych. Wybierając na klawiaturze telefonu odpowiednie litery, posiadacz telefonu może napisać wiadomość i wysłać ją do innych użytkowników GSM.

Autor artykułu: Krzysztof KAŹMIERCZAK

Jak zwiększyć sprzedaż mieszkań komunalnych?

Tuesday, June 6th, 2000

Poznańscy radni muszą dziś dokończyć poprzednią sesję. Do omówienia mają m. in. sprawy związane z dzierżawą gruntów przez spółkę ,,Targowiska”. Potem zajmą się m. in. zmianą uchwały w sprawie sprzedaży mieszkań komunalnych. Zapowiada się długa dyskusja.

- Cieszę się, że Rada Miasta uczyni wreszcie krok w kierunku realizacji programów wyborczych wszystkich ugrupowań twierdzi Dariusz Lipiński, przewodniczący Rady Miasta. Wszyscy domagali się zwiększenia sprzedaży mieszkań komunalnych.
O kilkanaście procent ma wzrosnąć wysokość bonifikat przyznawanych za kupienie komunalnego mieszkania z 65 do 78 proc. Część radnych nie jest usatysfakcjonowana taką podwyżką bonifikaty. Chcieliby dodatkowych zniżek przyznawanych w sytuacji, gdy sprzedawana jest cała kamienica. Dla miasta byłoby to opłacalne pozbywałoby się dużego kłopotu związanego z uczestnictwem we wspólnotach mieszkaniowych. Z pewnością radni nie będą dziś jednomyślni.
W programie obrad nie ma powołania fundacji przygotowującej miasto do obchodów jubileuszowych 750-lecia nadania praw miejskich. Jest jednak prawdopodobne, że punkt ten wprowadzony zostanie.

Autor artykułu: JOD

W Wielkopolsce jest bezpiecznie

Tuesday, June 6th, 2000

Zagrożenie przestępstwami istnieje zawsze. Policjanci – bez pomocy społeczeństwa – nie są w stanie przewidzieć gdzie i kiedy nastąpi zdarzenie. Chociaż w Wielkopolsce nieczęsto mamy do czynienia ze spektakularnymi wybuchami ładunków, strzelaninami, czy porachunkami gangsterskimi – policjanci są przygotowani do zwalczania takich zjawisk. Mieszkańcy regionu moga się czuć bezpiecznie.

Z całego kraju dobiegają nas alarmujące informacje: na robotników z Katowic ,,poluje” bandyta strzelający z kuszy; w dyskotece w Truskolaskach doszło do strzelaniny – dwie osoby zostały ranne; strzelanina odbyła się również w centrum Łodzi – jeden mężczyzna zginął, drugi – został ranny. W Wielkopolsce – na szczęście – od dłuższego czasu – podobnych zdarzeń nie zanotowano. Nic w tym dziwnego: to dość specyficzny region. Rzadziej niż w innych województwach dochodzi u nas do przejawów terroryzmu oraz zbrodni. Więcej jest jednak poważnych, o zasięgu ogólnokrajowym, przestępstw ekonomicznych.

Morderstw jest niewiele…
Najpoważniejszymi przestępstwami, które zawsze najbardziej nami wstrząsają są czyny skierowane przeciwko życiu i zdrowiu. Policja wielkopolska nadal pracuje nad kilkoma sprawami – m.in. nad zabójstwem maturzysty ze Swarzędza. Jednocześnie, funkcjonariusze ciągle nam udowadniają, że pomimo upływu czasu, sprawcy nie mogą czuć się spokojnie. Niedawno – na przykład – pisaliśmy na naszych łamach o ujęciu sprawców zabójstwa bułgarskiej prostytutki. Od jej śmierci minęło półtora roku… W Wielkopolsce notuje się najmniej zabójstw w całym kraju.
Pod względem występowania zgwałceń, Wielkopolska osiąga wskaźnik zagrożenia 1,1 (przy krajowym – 1,7). Wysoka (84,2 proc.) jest jednak wykrywalność tych przestępstw.

Połowa rozbójników jest zatrzymywana
W regionie dość często dochodzi do rozbojów, kradzieży rozbójniczych i wymuszeń. Tutaj, wielkopolska policja również ma się czym pochwalić. Wykrywalność tych przestępstw wynosi bowiem 52,1 proc., a zagrożenie (w przeliczeniu na 100 tys. mieszkańców) – 26,5 (w kraju – 42,6). Lepiej jest tylko w województwach opolskim, lubelskim i podkarpackim. W porównywalnych do wielkopolskiego województwach wskaźnik zagrożenia jest większy i wynosi: w woj. dolnośląskim – 54, łódzkim – 43, małopolskim – 42!

Z bronią w ręku
Opinię publiczną interesują również przestępstwa, których sprawcy posługują się bronią palną lub innym niebezpiecznym narzędziem. Sprawom takim zazwyczaj towarzyszy rozgłos, podobnie jak w przypadku zabójstw. Pod tym względem bezpieczniejsze od Wielkopolski są jedynie województwa podkarpackie i opolskie. Wskaźnik zagrożenia wynosi bowiem u nas 2,7, przy krajowym wskaźniku 4,0.
Plagą (nie tyle województwa, ile Poznania i jego okolic) stały się ostatnio napady na ajencje PKO – policjanci nieustannie pracują nad ich rozwiązaniem. W Wydziale Kryminalnym Komendy Miejskiej Policji w Pozaniu powstała specjalna grupa, która zajmuje się tylko tymi przestępstwami. Ustalono i zatrzymano już sprawców dwóch napadów – przyczyniły się do tego informacje przekazane przez mieszkańców. Coraz więcej ludzi zdaje sobie bowiem sprawę z faktu, że bez współpracy z organami ścigania, ujęcie bandytów jest dla funkcjonariuszy znacznie utrudnione.

Najdotkliwsza przestępczość samochodowa
Dla mieszkańców zawsze najbardziej dotkliwe są jednak przestępstwa pospolite, czyli kradzieże, kradzieże z włamaniem itp. Od częstotliwości ich występowania również zależy nasze poczucie bezpieczeństwa. Największym problemem wielkopolskich policjantów jest jednak przestępczość samochodowa (wskaźnik zagrożenia dla Wielkopolski – 50,8, dla całego kraju – 50,3). Policjanci prowadzą cykliczne akcje tzw. okołosamochodowe, w czasie których likwidowane są ,,dziuple”, gdzie kradzione auta są przechowywane i przygotowywane do sprzedaży lub rozmontowywane na części. Wtedy także kontrolowane są giełdy samochodowe, lasy oraz budynki mieszkalne i gospodarcze, w przypadku których istnieją podejrzenia o prowadzenie takiej ,,działalności”. Wielkopolski komendant wojewódzki zapowiada, że akcji takich będzie coraz więcej!
W Poznaniu, gdzie dochodzi do 63 proc. wszystkich kradzieży pojazdów w Wielkopolsce, nie ma również dnia, by funkcjonariusze nie odnaleźli skradzionego auta. Ponieważ tych przestępstw jest tak dużo, również działają grupy samochodowe policjantów kryminalnych. Ich praca nieraz już przyniosła skutek… Przestępców powinien zaniepokoić fakt, iż zapowiada się coraz bliższa współpraca z policjantami niemieckimi. Ma ona dotyczyć – co oczywiste – przede wszystkim przestępczości samochodowej.

Polskie FBI
W Poznaniu, od 15 kwietnia działa Centralne Biuro Śledcze Komendy Głównej Policji. To właśnie funkcjonariusze tej jednostki zajmują się zwalczaniem terroryzmu – mają swoich ludzi w zorganizowanych grupach przestępczych, zajmują się przestępczością zorganizowaną, rozpracowują najgroźniejsze gangi. Jego funkcjonariusze mają na koncie sporo sukcesów. Wystarczy wspomnieć o aresztowaniu grupy Tałaja – za kratami zalazło się 10 osób, w tym bracia K., czy Sławomir K. ps. ,,Marchewa” i inni. ,,Polskie FBI” rozwikłało także sporo dużych afer gospodarczych – informujemy o nich na naszych łamach na bieżąco.
- Obecnie pracujemy nad kilkoma poważnymi sprawami, o których będzie głośno! – zapewniają policjanci z CBŚ w Poznaniu.

Więcej policjantów
Na nasze poczucie bezpieczeństwa ma wpływ nie tylko ilość przestępstw i tempo ich rozwikłania, ale przede wszystkim obecność policji na ulicach. Ważne jest zatem to, że do policji ciagle przyjmowani są nowi funkcjonariusze. Powstają także nowe posterunki. A wiadomo przecież, że im bliżej policja społeczeństwa – tym lepszy przepływ informacji i możliwość szybszej interwencji.

H Podane wskaźniki zagrożenia oraz wykrywalność – dane KWP w Poznaniu za okres 1.01.2000 – 30.04.2000 r.

Bomby w Poznaniu
W styczniu tego roku wybuchła bomba w bramie przy ul. Kolejowej w Poznaniu. Podłożył ją szantażysta, który – w zamian za bezpieczeństwo w mieście – domagał się od policji 100 tys. zł. Miesiąc później wybuchła bomba podłożona w samochodzie gangstera, Ryszarda C. Do zdarzenia doszło w Kiekrzu przy ul. Słupeckiej. Na szczęście, w obu przypadkach, nie ucierpiały postronne osoby.

Wybuchy
Najwięcej eksplozji materiałów i urządzeń wybuchowych o cechach przestępstwa odnotowano w 1999 r. w województwach:
1. mazowieckim – 42 (w tym w Warszawie – 24)
2. pomorskim – 25
3. dolnośląskim – 13
4. wielkopolskim – 13

Jerzy Jakubowski naczelnik Centralnego Biura Śledczego w Poznaniu
Centralne Biuro Śledcze interesuje się przestępstwami ekonomicznymi, kryminalnymi i tymi, które wiążą się z narkotykami. Nie zajmujemy się drobnymi dilerami, lecz ,,rozpracowywaniem” grup zajmujących się produkcją, handlem i przemytem narkotyków, bo przestępczość narkotykowa ,,na wyższym” poziomie łączy się na ogół z przestępczością narkotykową.

Policjanci przejmują broń
W tym roku już kilkakrotnie, policjanci przejmowali z rąk przestępców broń, także palną.

Oto przykłady:
marzec – policjanci Biura do Walki z Przestępczością Zorganizowaną KWP w Poznaniu przejęli dwa kije baseballowe, kastet, trzy pistolety (dwie ,,cz-etki”, w tym jedna – z tłumikiem oraz mausera), karabin snajperski, granat, kuszę strzelecką oraz kilkaset sztuk różnego rodzaju nabojów. Policjanci znaleźli również u podejrzanych 6 tys. złotych oraz 2 tys. 100 dolarów amerykańskich!
kwiecień – policjanci KMP w Koninie i Wydziału Kryminalnego KWP w Poznaniu w jednym z mieszkań w Koninie znaleźli m.in. karabin maszynowy MOP-40 z magazynkiem załadowanym amunicją (22 sztuk – kaliber 9 mm), pistolet Wathler, pistolet automatyczny SM 80 z tłumikiem, uzbrojony granat F 1, 3 kostki trotylu, zapalniki do inicjowania wybuchów i kilkaset sztuk amunicji
kwiecień – policjanci z Komendy Powiatowej Policji w Kole – podczas przeszukań związanych z próbą napadu na samochód – u dwóch mieszkańców Ełku znaleźli: broń COLT, 19 sztuk amunicji ostrej, niebieskie światło błyskowe, kajdanki i walutę.

Autor artykułu: Agnieszka SMOGULECKA

Atosa miał od szczeniaka

Tuesday, June 6th, 2000

fot: Mł. asp. Konrad Sierakowski z KPP w Rawiczu ze swoim partnerem, Atosem.

Młodszy aspirant Konrad Sierakowski z Komendy Powiatowej Policji w Rawiczu jest najlepszym przewodnikiem psa służbowego w Wielkopolsce! Policjant ,,pracuje” z psem od czterech lat.,

Psy policyjne dzieli się na patrolowo-tropiące albo specjalistyczne – przeszkolone w wyszukiwaniu narkotyków czy ładunków wybuchowych. Te pierwsze – oprócz tego, że chodzą z opiekunami na patrole, przeszkolone są do tropienia ludzkich śladów. Dla ich przewodników zorganizowano konkurs.

Atos, czyli Kalik
Partner Konrada Sierakowskiego to Atos. Pies ma pięć lat. Wywodzi się z prastarej rasy owczarka niemieckiego – wygląda jak typowy wilczur, z tym że ma dłuższą sierść. Wiadomo bowiem, że do pracy w policji ,,przyjmowane” są psy bez względu na rasę – liczą się jedynie ich cechy psychofizyczne. Czworonogi dobierane są według tak samo trudnych kryteriów, jak funkcjonariusze. Zdarza się, że wybrane psy ,,odpadają” już podczas szkolenia.
Atos – jak każdy pies policyjny – ma również imię służbowe, przyznane w Ośrodku Szkolenia Psów w Sułkowicach. Imiona takie nadaje się rocznikami.
- W 1996 roku, gdy Atos kończył ,,naukę”, przyznawano imiona rozpoczynające się na literę ,,k” – wyjaśnia mł. asp. K. Sierakowski z KPP w Rawiczu. – I tak, mój pies otrzymał imię służbowe Kalik.

Razem od 4 lat!
Konrad Sierakowski pracuje w policji od dziewięciu lat, wcześniej był w służbach patrolowych.
- Atosa wychowywałem od szczeniaka – wspomina. – Później zdecydowaliśmy wyszkolić go na psa policyjnego. Okazało się, że słusznie…
Atos ma już bowiem na swoim koncie sporo sukcesów. Jak mówi mł. asp. K. Sierakowski – pies kilka razy bardzo dobrze spisał się podczas meczów. Dzięki niemu, policjanci odnaleźli półtora roku temu zaginioną dziewczynkę…
Jak każde zwierzę, ma też swoje przyzwyczajenia.
- Jest bardzo posłuszny, ale także agresywny – tłumaczy mł. asp. K. Sierakowski. – Bez polecenia jednak nikogo nie zaatakuje…
Pies jednak nie znosi, gdy ktoś go głaszcze. Wytrzyma co prawda taki przejaw czułości, ale obcych próbuje później gryźć.

Najlepszy z najlepszych!
Finał konkursu na najlepszego przewodnika psa służbowego odbył się w Poznaniu. Drugie miejsce zajął st. posterunkowy Mariusz Kozłowski z KPP w Wolsztynie, trzecie – sierż. Mariusz Duda z KMP w Lesznie. Ich psy okazały się wyjątkowo posłuszne: doskonale aportują, atakują tylko na rozkaz, nie boją się strzałów.

Autor artykułu: SAGA

Cicha prywatyzacja

Friday, June 2nd, 2000

Niemal 9 milionów euro czyli 36 milionów złotych pochłonął w ciągu 7 lat Program Wspierania Inicjatyw Prywatyzacyjnych. Ten niewiele mniejszy od Powszechnej Prywatyzacji projekt jest jednak niemal zupełnie nieznany w Polsce.

Doświadczeniami z Programu WIP dzieliły się wczoraj w Poznaniu firmy w nim uczestniczące. Według przedstawicieli koordynującego projekt Ministerstwa Skarbu Państwa wkrótce będzie trzeba jednak zmienić formułę prywatyzacji w Polsce, bo… nie będzie już czego prywatyzować. Wcześniej może dojść do tego, że program upadnie z powodu braku funduszy.

Być prywatnym
- Prywatyzacja, szczególnie małych i średnich przedsiębiorstw, stała się tematem nudnym – tłumaczył małe zainteresowanie poznańską imprezą Mirosław Bieliński, dyrektor zarządzający Doradcy, jednej z firm nadzorujących projekt WIP. – Jest jednak dużo wniosków od firm zainteresowanych prywatyzacją. To świadczy, że program się sprawdza.
Jednak nie jest tak do końca. Z 421 firm które wzięły udział w finansowanym z funduszy PHARE programu do tej pory sprywatyzowano około 43 procent przedsiębiorstw. Kolejne 42 jest w trakcie realizacji projektu. W przypadku 14 procent program nie przyniósł żadnych efektów. Z Wielkopolski do tej pory w programie znalazło się 55 firm – z czego 20 w tej chwili szuka inwestorów.
I właśnie w tym ma pomóc WIP. Małych firm często bowiem nie stać nawet na opracowanie analiz prywatyzacyjnych a co dopiero na kosztowne poszukiwania. WIP ma im zapewniać również doradztwo, szkolenia i na koniec – inwestora. Z tym bywa różnie. Prywatyzowany w ramach programu PKS w Nowej Soli znalazł na przykład bardzo nietypowego kupca. Jest nim grupa… pracowników firmy.
Między innymi w takich prywatyzacjach oraz w zmianie własności firm działających w nietypowych branżach, mają pomagać środki z WIP. Na jak długo ich starczy?

Nie wiedzą czy nie chcą?
- W zasadzie środki z PHARE już się skończyły – mówił, obecny na poznańskiej konferencji, Jerzy Kwieciński, przedstawiciel Komisji Europejskiej w Polsce. – Unia wiąże jednak duże nadzieje z programami regionalnymi i z tego tytułu można otrzymać środki. Jednak z trzech polskich regionów, które mogły zostać w ten sposób dofinansowane, żaden nie uznał prywatyzacji za priorytet.
Co daje uznanie prywatyzacji za cel pierwszoplanowy mogli się natomiast przekonać uczestnicy spotkania na przykładzie województwa podkarpackiego. Tam już tylko 27 procent firm to przedsiębiorstwa państwowe. W efekcie to jedno z najbiedniejszych do niedawna województw ma znacznie lepsze wskaźniki ekonomiczne niż średnia krajowa.
Wielkopolska znajduje się w połowie ,,stawki”. Choć, co podkreślali uczestnicy spotkania, nikt już tu nie protestuje z powodu prywatyzacji wciąż panuje przed nią lęk. Nadzieja programu czyli przedsiębiorstwa komunalne, które miałyby w następnej kolejności trafić do prywatyzacji – nie decydują się na taki krok. Już wkrótce może więc zabraknąć firm, którym można by w ten sposób pomóc. Czy program umrze śmiercią naturalną?

Autor artykułu: Leszek WALIGÓRA

Chciał się dorobić na drobiu

Friday, June 2nd, 2000

Około 6 milionów złotych wyłudziła jedna z grup przestępczych od pięciu firm leasingowych: z Poznania, Katowic, Gliwic, Wrocławia oraz Warszawy. Zorganizowaną grupę rozpracowują teraz policjanci z Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu.

Wydział ds. Przestępczości Gospodarczej KWP w Poznaniu zbierał informacje o działaniu grupy przez dłuższy czas. Była ona zorganizowana, to znaczy – jej członkowie działali wspólnie i w porozumieniu, a każdy z nich miał do spełnienia własną rolę.

Trudne czasy…
Kiedyś była to dobrze prosperująca, państwowa firma drobiowa. W Polsce zmienił się jednak ustrój, trzeba więc było zacząć funkcjonować w gospodarce rynkowej. Firma zaczęła podupadać. Jej właściciel wpadł więc na pomysł, jak dorobić ,,parę złotych” na boku. Postanowił uzyskać (w kilku firmach) leasing. Pieniądze, jakie otrzymywał, przeznaczał jednak nie na specjalistyczne urządzenia do hodowli i uboju drobiu, czyli środki do produkcji (jak było zapisane w umowie), ale… trafiały one do jego (i jego wspólników) kieszeni.

Dokumenty bez zastrzeżeń
Właściciel przychodził do firmy leasingowej. Składał wymagane dokumenty. Nie budziły one żadnych zastrzeżeń: sprawdzane były dwukrotnie – przez leasingodawcę i bank finansujący przedsięwzięcie. Po uzyskaniu akceptacji, sporządzano umowę (wskazywano w niej m.in. dostawcę urządzeń – wspólnika właściciela). Żeby uwiarygodnić działania, właściciel wpłacał na rzecz dostawcy tzw. wpłatę inicjalną (20 – 30 proc. kosztu urządzeń).
Wtedy dostawca powinien do leasingobiorcy dostarczyć wspomniane urządzenia. Wspólnicy sporządzali jednak tylko protokół zdawczo-odbiorczy. Właściciel firmy drobiarskiej otrzymywał wówczas kolejne pieniądze od leasingodawcy. Wpływały one na konto dostawcy, który dzielił się z leasingobiorcą.
W pewnym momencie pojawiła się kolejna osoba – pośrednik. Stał się on przedstawicielem firmy leasingowej. Jego zadaniem było gromadzenie dokumentów, sprawdzanie wiarygodności firm ubiegających się o leasing. Firmie drobiarskiej zawsze wystawiał dobrą laurkę…

Boją się konkurencji
W ten sposób właściciel wyłudził pieniądze od pięciu firm leasingowych z terenu całego kraju: z Poznania, Wrocławia, Katowic, Gliwic i Warszawy. Jedna umowa dotyczyła 20 linii produkcyjnych. Gdyby firmy leasingowe nie konkurowały tak zawzięcie z sobą, proceder zostałby wcześniej udaremniony. Przedsiębiorstwo drobiarskie mogłoby bowiem uruchomić aż 80 linii (jeden leasing był zwrotny: właściciel odsprzedawał firmie leasingowej urządzenie, choć nadal je użytkował), miał jednak tylko 39 kurników… W Polsce funkcjonuje bank informacji o nierzetelnych klientach. Firmy leasingowe jednak nie chcą się chwalić trefnymi leasingami. Policjanci z Wydziału ds. Przestępczości Gospodarczej i Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego KWP nadal pracują nad sprawą. W poniedziałek zatrzymano 4 osoby (sąd zastosował wobec nich 3-miesięczny areszt): właściciela firmy drobiarskiej, pośrednika oraz dwóch dostawców. Śledztwo prowadzone jest pod nadzorem Prokuratury Okręgowej. ,,Przedsiębiorczym” osobom grozi do 10 lat więzienia za oszustwo, poświadczanie nieprawdy i wyłudzenie mienia znacznej wartości.

Autor artykułu: SAGA