Archive for July, 2000

Zostawili kierowcę przywiązanego do drzewa!

Wednesday, July 12th, 2000

Poznańscy policjanci wyjaśniają okoliczności napadu, do jakiego doszło przedwczoraj w Łęczycy. Uprowadzono samochód przewożący 13 ton kawy i filiżanki reklamowe, kierowcę skrępowano i pozostawiono – przywiązanego do drzewa – w lesie.

Jak wynika z zeznań zgłaszającego przestępstwo, do zdarzenia doszło w poniedziałek ok. godz. 14.00 na ul. Wesołej w Łęczycy.

Policjanci czy nie?

Kierujący samochodem jednej z firm transportowych z Piaseczna, jadąc w kierunku Mosiny (do Urzędu Celnego), na łuku drogi zauważył wyprzedzającego go forda mondeo. Na fotelu pasażera siedział mężczyzna, który zakładał właśnie białą, policyjną czapkę. Chwilę później wyciągnął rękę z ,,lizakiem” i wskazał kierowcy ciężarowego volvo, by zjechał na pobocze. Ten jak opowiada ponieważ jechał szybciej niż wskazane na znaku ograniczenia prędkości 50 km/h, zjechał w zatoczkę przy drodze. Niczego nie podejrzewał…

Wozili go po okolicy

Po zatrzymaniu się obu pojazdów do samochodu ciężarowego podszedł kierowca forda mondeo. Poszkodowany zeznał później, że mężczyzna ten ubrany był w policyjny mundur, miał na głowie białą czapkę ,,drogówki”, ale czarny pas. Wtedy jednak, nie zwróciło to uwagi zatrzymanego ,,do kontroli”.
,,Funkcjonariusz” kazał mu zabrać dokumenty i udać się do Forda Mondeo. W momencie gdy mężczyzna otwierał drzwi, drugi ,,policjant” przyłożył mu do pleców pistolet (albo przedmiot tylko go przypominający) i wepchnął do środka. Na głowę założył mu worek.

Przywiązali do drzewa

Napadnięty pamięta, że wożono go dość długo. Później przetransportowano go do innego auta i skrępowano. W pewnym momencie samochód się zatrzymał. Poszkodowanego wyrzucono, a później przywiązano do drzewa. Napastnicy odjechali.
Gdy kierowcy ciężarówki udało się wyswobodzić, pobiegł w kierunku szosy. Zatrzymał jadący nią pojazd, którego właściciel przez telefon komórkowy poinformował policję. Była 22.00.
Przez całą noc i wczoraj policjanci prowadzili intensywne czynności zmierzające do ustalenia okoliczności zdarzenia. Poszukiwali również przewożonego przez volvo towaru. Na razie za wcześnie jest mówić o wynikach ich pracy.

Autor artykułu: SAGA

Imiennicy Poznania obsypani prezentami

Wednesday, July 12th, 2000

Imiennicy Poznania obsypani prezentami

Paweł Probala i Piotr Woźny podczas swojej pierwszej konferencji prasowej.

Paweł Probala i Piotr Woźny do 29 czerwca 2001 r. będą honorowymi imiennikami patronów Poznania. Wybrano ich w losowaniu. Skorzystają z tak wielu przywilejów, że – jak powiedział prezydent Ryszard Grobelny – prawdopodobnie będzie im szkoda wyjeżdżać na urlop.

W Poznaniu mieszka 17 tys. Piotrów i Pawłów. Większość z nich (ok. 60 proc.) to Piotrowie. Spośród zgłoszonych pretendentów w dniu Imienin Miasta wylosowano Piotra Probalę, fotografa mieszkającego przy Garbarach, zatrudnionego w firmie Polkor, oraz Pawła Woźnego z os. Zwycięstwa, pracującego w Hydrobudowie 9. Wczoraj przyszli oni do magistratu, by w otoczeniu władz miasta odebrać nagrody i przywileje ufundowane przez 20 instytucji.

Do 29 czerwca przyszłego roku honorowi imiennicy patronów Poznania będą za darmo jeździć tramwajami i autobusami MPK, parkować w śródmieściu, chodzić na Targi, odwiedzać zoo, uczęszczać na premiery do Teatru Wielkiego, Polskiego i Nowego, uczęszczać do Filharmonii i Muzeum Narodowego, do kin i na imprezy organizowane przez Towarzystwo im. Henryka Wieniawskiego. Firma Fawor ufundowała im tygodniowy deputat pieczywa, firma Gruszecki miesięczny przydział ciastek i lodów, Naramowice warzywa i owoce. Sieć ,,Piotr i Paweł” zestaw artykułów o wartości tysiąca zł. Telekomunikacja wręczyła im przydział darmowych rozmów, IKS roczną prenumeratę, ESSO ufundowało dwunastokrotne w roku mycia samochodu.
Za rok, jeżeli znajdą się darczyńcy, mają być też wręczane nagrody dla dzieci o imieniu Piotr i Paweł, urodzonych po 29 czerwca 2000 r.

Autor artykułu: JOD

Szkodnik CO2

Tuesday, July 11th, 2000

Rozwój gospodarczy świata ma swoje plusy i minusy. Poprawia się jakość naszego życia, ale jednocześnie pogarsza stan środowiska. Naukowcom sen z powiek spędza efekt cieplarniany.

Od wczoraj ponad 100 naukowców z krajów należących do ONZ dyskutuje w Poznaniu o możliwości wykorzystania lasów do zmniejszenia zanieczyszczenia powietrza. Jest to kolejne spotkanie ekspertów pracujących na rzecz wdrożenia w życie Konwencji Klimatycznej ONZ i Protokołu z Kioto. Oba dokumenty zawierają postanowienie państw ONZ, że będą one wspólnie zmierzały do ograniczenia emisji gazów cieplarnianych.

Egzotyczne pomysły

Głównym ,,szkodnikiem” wywołującym efekt cieplarniany jest dwutlenek węgla. Wraz z rozwojem gospodarczym jego emisja wzrosła tak znacznie, że rośliny nie są w stanie pochłonąć nadwyżki w procesie fotosyntezy. Pojawiają się różne pomysły na jego zwalczenie. – Proponuje się na przykład rozsianie nad oceanem opiłków żelaza. One również będą ściągać dwutlenek węgla – mówi Konrad Tomaszewski, dyrektor generalny Lasów Państwowych. – Są to bardzo niebezpieczne pomysły. Nieobliczalne w skutkach. Dlatego na pewno nie zostaną urealnione.

Matka natura

Tymczasem są bardziej naturalne metody zwalczania efektu cieplarnianego. Naturalnym pochłaniaczem dwutlenku węgla są lasy. Dlatego Polska podczas swojego przewodnictwa V Konferencji Stron Konwencji Klimatycznej chce szczególnie akcentować ten problem. Decyzje dotyczą ekologii, ale wiążą się z gospodarką. Do ich wdrożenia potrzebne są pieniądze, aby globalnie zwiększyć powierzchnię lasów. Dlatego nie tylko metody, ale i mechanizmy finansowania zmniejszenia emisji gazów są tematem rozmów ekspertów. Poznańskie warsztaty potrwają do 15 lipca. Polscy leśnicy pochwalą się naukowcom z ONZ swoimi metodami łagodzenia efektu cieplarnianego.

Konwencja
Klimatyczna

Ramowa Konwencja Klimatyczna Narodów Zjednoczonych w sprawie Zmian Klimatu została uchwalona podczas Szczytu Ziemi w Rio de Janeiro w 1992 roku. Jej sygnatariusze za szczególnie niebezpieczny uznali efekt cieplarniany, czy ocieplenie klimatu i związane z nim anomalie pogodowe. W 1997 roku kraje ONZ podpisały w Kioto protokół, w którym dobrowolnie zobowiązały się do obniżenia, a przynajmniej stabilizacji emisji gazów cieplarnianych. Polska protokół podpisała, ale jeszcze go nie ratyfikowała. W 1999 r. polski minister, prof. Jan Szyszko został prezydentem V Ramowej Konferencji Stron Konwencji Klimatycznej ONZ.

Jan Szyszko
pełnomocnik rządu ds. Konwencji Klimatycznej

Polska w myśl zapisów Protokołu z Kioto ma obniżyć emisję gazów cieplarnianych o 6 procent do roku 2008. Tymczasem udało nam się w ciągu ostatnich dziesięciu lat znacznie przekroczyć ten limit. Emisja gazów cieplarnianych spadła w naszym kraju średnio o 30 proc. Jesteśmy na dobrej drodze.

Autor artykułu: PMK

Zejdź, dziecię z ciągnika

Tuesday, July 11th, 2000

Co roku małoletnie ofiary odmierzają cykl prac rolniczych. Wiosna to zatrucia pestycydami. Żniwa to pora na upadki z ciągnika, z kostek słomy na przyczepach, na miażdżenie rąk przy pomocy w łączeniu przyczep. Jesień – zawarczą piły tarczowe bez osłon, tnąc ręce.

Jak wykazały badania, dzieci wiejskie przeciętnie pracują w gospodarstwie rolnym 2-3 godzin, latem około 6. Silne zmęczenie tymi pracami deklarowało dwie trzecie badanych piętnastolatków. Bardzo często obarczane są pracami absolutnie dla dzieci zakazanymi. Na pierwszym miejscu plasuje się nagminne prowadzenie ciągników. Rekordzista pomagający tatusiowi w polu miał 8 lat i nie było go prawie widać znad maski traktora. Włodzimierz Traczyński z Panstwowej Inspekcji Pracy, koło Kleszczewa widział 10-latka (to byłby rekord wielkopolski?). Ojciec był dumny, że chłopak zna wszystkie przepisy.

- Jednak to nie wystarczy – twierdzi Włodzimierz Traczyński – bo rekacje dzieci w sytuacjach trudnych są nieobliczalne, często nie mające nic wspólnego z ich wiedzą.

Śmiertelna przejażdżka

Zabójcze jest wożenie na kostkach słomy. Rodzice pamiętają jazdy u dziadków na wozach konnych, na stercie słomy lub siana, pozwalają więc pociechom przejechać się.
Dzieci pomagają przy naprawie maszyn. W gospodarstwie koło Szamotuł chłopak pomagał ojcu prowadzić listwę nożową w zespół żniwny. Ojciec podbijał listwę młotkiem. Dzieciakowi nie starczyło sił do trzymania, listwa obcięła mu palce. Dziewczynka pomagała odbierać drewno cięte na pile tarczowej – pośliznęła się i wpadła pod stół piły, doznając głębokiego przecięcia nogi.

Zabawa na ostrzu noża

Niebezpieczne są podwórka, zwłaszcza podwórka, gdzie postawione są maszyny. Szczególnie chłopcy lubią się tam bawić i wspinać. Maszyny te nagminnie nie są zabezpieczone – mają na przykład odkryte ostrza w kosiarkach listwowych. Upadek na takie ostrze to poważne skaleczenia.
Dzieci na wsi zmuszane są też do prac szkodliwych dla nich, choć może nie tak ,,wypadkowych”. Należy do nich dźwiganie zbyt dużych ciężarów. Do 16 roku życia jednorazowo dziewczyna może dźwigać 10 kg, chłopiec 15. Jeśli nosi wiele wiader z paszą lub cegieł na budowę nie powinno być obarczane ciężarem większym niż 5 kg (dziewczęta) i 8 kg (chłopcy). Noszenie nadmiernych ciężarów upośledza rozwój fizyczny.

Co wiesz o zabijaniu

Ostatnio mówi się też coraz głośniej o niewłaściwości angażowania dzieci do prac przy uboju. Szczególnie w rolniczych ubojniach kurczaków, kiedy następuje spiętrzenie prac, angażuje się do pracy też najmłodszych. Ma to duży wpływ na ich psychikę, nawet jeśli dziecko o tym nie mówi.
Ponad 70 proc. ulegających wypadkom do 18 roku życia to chłopcy. Ciekawa jest struktura wiekowa ,,wypadkowiczów”. Do 7 lat wypadkom ulega 6 proc chłopców, 3 proc. dziewcząt. Różnice gwałtownie rosną do 10 roku życia, kiedy 16 proc. poszkodowanych stanowią chłopcy, a 7 proc. dziewczęta. Natomiast wśród nastolatków do 15 roku życia mocno przeważają dziewczęta, których jest 18 proc., a chłopców o połowę mniej.
Dwa lata temu sporzadzono wykaz prac w gospodarstwie rolnym, których dzieciom wykonywać nie wolno. Jednak tak naprawdę nikt tego zakazu nie może egzekwować. W tym roku główny inspektor pracy wystąpił o przyznanie inspektorom prawa kontrolowania warunków pracy młodocianych w indywidualnych gospodarstwach rolnych.

Włodzimierz Traczyński
Państwowa Inspekcja Pracy

Od ubiegłego roku działa u nas wojewódzka komisja ds bhp w rolnictwie indywidualnym. Krążymy, uczymy, organizujemy konkursy dla dzieci, wydajemy dla nich kolorowe broszurki ,, Jak bezpiecznie pomagać rodzicom w gospodarstwie rolnym”. Doradzamy, rozmawiamy-a potem czekamy: czy w tym roku znowu żniwa przyniosą ofiary w dzieciach?

Autor artykułu: Maria NOWAK

Do Strasburga po sprawiedliwość

Tuesday, July 11th, 2000

Stefan Piechociński z Tuliszkowa złożył w Europejskim Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu skargę na sąd, prokuraturę i Ministerstwo Zdrowia. Zarzuca im opieszałość w prowadzeniu sprawy, która ma wyjaśnić dlaczego jego 5-letni wnuczek po prostym zabiegu operacyjnym został kaleką.

Skarga wniesiona przez mieszkańca powiatu turkowskiego jest prawdopodobnie jedną z pierwszych tego typu wnoszonych do Trybunału w imieniu skrzywdzonych polskich pacjentów.

Winien system

- Pierwsze dwie skargi na sąd i prokuraturę dotyczą przewlekłości w wydawaniu opinii przez biegłych – wyjaśnia Stefan Piechociński, 67-letni dziadek Marcinka Lisieckiego. – Dotyczą instytucji i ciał opinujących. Skarżę także sąd o przedłużanie postępowania. Pozew przeciwko konińskiemu szpitalowi został złożony 3 sierpnia ubiegłego roku, sprawa trafila na wokandę dopiero po 164 dniach. Co sąd robił w tym czasie?

Dziadek chłopca oskarża także Ministerstwo Zdrowia. W czerwcu ubiegłego roku rodzina chłopca poprosiła o wydanie opinii o przyczynie kalectwa Marcinka. Dotychczas nie otrzymała odpowiedzi.
- Zostały złamane procedury Kodeksu Postępowania Administracyjnego – mówi Piechociński. – Na każde pismo wnoszone oficjalnie powinna zostać udzielona odpowiedź.

Podstawą do wniesienia skargi jest artykuł 6 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Punkt pierwszy artykułu mówi, że każdy ma prawo do rzetelnego i sprawiedliwego procesu sądowego w rozsądnmym terminie.
- Rozsądny termin został już dawno przekroczony – twierdzi dziadek chłopca.

(Nie)prosty zabieg

Marcinek, zdrowe roześmiane dziecko, trafił do konińskiego szpitala z podejrzeniem przepukliny. Zespół operacyjny wykonał zabieg 16 czerwca 1999 roku. Krótko po nim rodzina dowiedziała się, że nie wyszystko przebiegło zgodnie z planem. Okazało się, że dziecko trzeba było – jak twierdzą lekarze – tylko kilka minut reanimować. Wystąpiły u niego zaburzenia w pracy serca.

- Nie reagował na nic, tylko bez przerwy płakał – wspomina Zofia Piechocińska, babcia Marcinka.
Chłopiec stracił kontakt z rzeczywistością. Nie widział, nie reagował na bodźce, tylko krzyczał. Według opinii lekarzy kalectwo zostało spowodowane niedotlenieniem mózgu, prawdopodobnie dłuższym niż stwierdzono w karcie choroby.
- To nie były dwie minuty – mówi twardo Stefan Piechociński. – Niedotlenienie mózgu wywołane zatrzymaniem akcji serca trwało kilkanaście minut.

Rehabilitacja

Rozpoczęła się dramatyczna walka o odzyskanie zdrowia Marcinka. Chłopiec trafił do Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie na długotrwałe leczenie. Rehabilitacja, choć bardzo kosztowna, przynosi efekty. Marcinek zaczyna ponownie mówić, potrafi bawić się zabawkami. Zaczyna również widzieć, ale na razie tylko kontury postaci. Nadal nie potrafi ustać samodzielnie i nie wiadomo, czy kiedykolwiek będzie chodził. – Kalectwo jest wynikiem niedbalstwa i braku profesjonalizmu wykonujących operację lekarzy – twierdzi rodzina, która w poszukiwaniu sprawiedliwości poruszyła już ,,niebo i ziemię”.

Informacje o tragedii dziecka pojawiły się w Internecie i prasie amerykańskiej. Napisał o niej niemiecki ,,Der Spiegel”. Rodzina walczy również przez Stowarzyszenie Praw Pacjenta ,,Primum non nocere”.

Procesy w toku

23 czerwca ubr. rodzina Marcinka złożyła zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez lekarzy do Prokuratury Rejonowej w Koninie. Dwa miesiące później pozew rodziców o odszkodowanie za utratę zdrowia dziecka trafił do Sądu Okręgowego w Koninie. Pierwsza rozprawa z tego tytułu odbyła się dopiero w grudniu i została natychmiast odroczona z powodu odrębnie prowadzonych postępowań w prokuraturze i przed Okręgową Izbą Lekarską w Poznaniu. Kolejne odbywają się z częstotliwością kwartalną, zawsze z tym samym skutkiem. Przy czym na ostatniej nawet nie wyznaczono terminu kolejnej.

- Lekarze i prawnicy to wielka klika, w której jeden broni drugiego. Nasz Marcinek cierpi, a lekarze którzy doprowadzili go do takiego stanu nadal wykonują swój zawód i pracują w szpitalu – denerwuje się rodzina chłopca. – Mamy podstawy przypuszczać, że historia choroby została spłaszczona.

Prokuratura odpowiada rodzicom

30 czerwca 2000 r. Prokuratura Rejonowa w Koninie zawiesza śledztwo. (…) ,,Akta sprawy zostały wysłane (…) celem zasięgnięcia kolejnej opinii biegłych na okoliczność prawidłowości bądź błędów w leczeniu małoletniego pacjenta. Ponieważ przypuszczalny termin wykonania przedmiotowej ekspertyzy wyznaczony został na ostatni kwartał bieżącego roku i nie zdołano jeszcze zebrać składu biegłych, z uwagi na wielość zawiłych spraw czekających w kolejności na ekspertyzy, a co za tym idzie nie można przewidzieć, kiedy zostanie ona sporządzona i nadesłana, śledztwo w przedmiotowej sprawie, wobec tego, że nie wykonywane są w tym czasie żadne czynności procesowe, należało zawiesić. (…)

Adam Sandauer
prezes Stowarzyszenia Pacjentów ,,Primum non nocere”

Trybunał w Strasburgu nie zastąpi polskich sądów, jednak skarga rodziny Lisieckich jest jak najbardziej uzasadniona i sądzę, że rodzina ma wszelkie szanse wygrać. Przedłużanie postępowań i opieszałość systemu prawa w tej i dziesiątkach podobnych spraw, jakie do nas trafiają to skandal i hańba. Rodzina z Tuliszkowa złożyła zażalenia do Strasburga prawdopodobnie jako pierwsza, ale jako Stowarzyszenie zastanawiamy się, czy nie zasypać Trybunału właśnie takimi, podobnymi sprawami.

Autor artykułu: Dominik SZCZAP

Za torbę marihuany trafi przed sąd

Saturday, July 8th, 2000

Spec-wydział Prokuratury Okręgowej w Poznaniu oskarżył 25-letniego Rafała Ch. o posiadanie i przewóz prawie czterech kilogramów marihuany.

Poznaniak Rafał Ch. jest osobą znaną organom ścigania. Był już w przeszłości karany na dwa lata wiezienia za rozbój. Tym razem odpowie za złamanie przepisów ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii.
12 lutego br. patrol policji zatrzymał w Pobiedziskach fiata punto Ch. do rutynowej kontroli drogowej. W jej trakcie jeden z funkcjonariuszy zauważył w aucie wypchaną torbę. Okazało się, że znajduje się w niej pięć worków foliowych z substancją wyglądającą na narkotyk.

Policjant nie mylił się. Ekspertyza wykazała, że jest to marihuana o wadze 3.897 g, z której można byłoby wykonać prawie 8 tysięcy ,,działek” – porcji sprzedawanych przez dealerów narkotyków.
Początkowo zarzuty posiadania narkotyków postawiono także małżonce Rafała Ch., która wraz z nim podróżowała autem w chwili zatrzymania. Później sprawę przeciwko kobiecie umorzono uznając, że nie wiedziała ona, co przewozi małżonek.

Ch. przyznał się do popełnienia zarzucanego mu przestępstwa i wskazał osobę, która dostarczyła mu narkotyki. Nie postawiono jednak jej zarzutów. – Według naszych ustaleń trudno przyjąć wersję oskarżonego za prawdziwą. Mamy raczej do czynienia z pomówieniem – informuje Mirosław Adamski z Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.
Akt oskarżenia przeciwko Rafałowi Ch. trafi niebawem do Sądu Rejonowego w Gnieźnie.

Autor artykułu: KK

Straty rolników źle oszacowano

Saturday, July 8th, 2000

fot: Zebrane w tym roku kłosy. W większości są one puste, a jeśli już znajdują się w nich ziarna, to najwyżej 2-3.

Trzy województwa – mazowieckie, kujawsko- pomorskie i wielkopolskie ,,naraziły się” ministerstwu rolnictwa wielkością sum, jakich oczekują w zwią- zku z uruchomieniem tak zwanych kredytów suszowych – dowiedzieliśmy się nieoficjalnie. Zdaniem naszego informatora, kwoty zostały oszacowane nieprecyzyjnie, a straty zawyżano na różne sposoby.

Ostatecznie usłyszeliśmy zarzut o nierzetelności komisji gminnych, które szacowały straty. Ministerstwo postanowiło, że zweryfikuje szkody przy pomocy amerykańskich meteorologów, którzy przygotują mapy stanu roślin z okresu suszy z dużą dokładnością. – Jesteśmy w trakcie zakupu zdjęć meteorologicznych. Cały świat dzięki satelitom jest precyzyjnie monitorowany przez jeden z amerykańskich instytutów meteorologicznych – mówi wiceminister rolnictwa, Ryszard Brzezik. Jego zdaniem, na podstawie tych zdjęć można będzie precyzyjnie ustalić, jaki jest stopień wilgotności gleby, zazielenienia roślin itd.

- Myślę, że jest to bardzo dobry pomysł. Sam jestem ciekaw, jakie będą efekty weryfikacji. Jednocześnie uważam, że nie ma podstaw, by podważać wyniki prac zespołów szacujących straty – twierdzi wojewoda wielkopolski Stanisław Tamm.

Pyry lubią suszę

Rozpoznanie sytuacji zaczęliśmy od zwykłego rolnika. Andrzej Zwierz z Taniborza w gminie Kleszczewo szacuje straty w granicach 25-40 procent zbiorów. Dotyczy to: buraków cukrowych (ma ich 5 ha), rzepaku ozimego (10 ha), pszenicy ozimej (8 ha), jęczmienia (7 ha). Tylko w przypadku ziemniaków straty są niewielkie, bo – pyry lubią, kiedy jest sucho. Andrzej Zwierz, jak większość rolników z gminy nie ubezpiecza upraw, bo opłaty są bardzo wysokie a dochód niski. Zresztą w całej okolicy nikt nie ubezpieczył upraw polowych. – Wynika to ze zbyt dużych składek i złej kondycji finansowej rolników – tłumaczy Andrzej Zwierz.

Taka gmina

Szef Służby Rolnej w gminie Kleszczewo, Jacek Dawiskiba potwierdza: – na 320 gospodarstw większość poniosła znaczne straty. Rolnicy zgłaszali je poprzez sołtysów, a weryfikowała gminna komisja. W zbożach jarych – straty szacuje się na 35 procent, w ozimych 10 procent, w użytkach zielonych – około 30 procent. Jego zdaniem, rolników nie satysfakcjonują kredyty, bo trzeba je oddać. – Wieś nie jest w stanie ich spłacić. To nie jest żadne rozwiązanie, żadna pomoc. Uważa, że sprawę rozwiązałoby zwolnienie rolników z podatku rolnego i opłat na Kasę Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego. 10 mln w skali kraju dotacji na cele socjalne na wsi także nie spełni oczekiwań. – Kryteria są wąskie a straty mają też dobrzy rolnicy.

W ministerstwie

Wiceminister rolnictwa, Ryszard Brzezik powiedział nam wczoraj, że wniosek na kredyty klęskowe, złożony przez nasze województwo jeszcze nie został rozpatrzony, ponieważ nie spełnia wymogów. – Trzeba było oszacować straty w nakładach na produkcję rolną, a nie w samej produkcji. Przyjęto złą metodologię, oceniono, ile dochodów stracili ci, którzy ucierpieli wskutek suszy. Jak oszacować straty w nakładach? – Mniej więcej wiadomo, ile nakładu wymagają uprawy, w konkretnym okresie produkcji. Czemu mają służyć kredyty suszowe? – System kredytowania ma umożliwić odtworzenie produkcji w następnym cyklu. Nie jest to kredytowanie po to, by rolnicy odzyskali utracone dochody. Zdaniem wiceministra wniosek, jaki złoży nasze województwo, powinien dotyczyć rolników najbardziej dotkniętych klęską, tych którzy utracili połowę i więcej upraw. Słowem – tych najbardziej potrzebujących.

Jak powodzianom

W ocenie Ministerstwa Rolnictwa spodziewany spadek plonów o 20 procent nie jest jeszcze kleską. – Jest w granicach normalnego ryzyka, rekompensowanego wzrostem cen – twierdzi wiceminister Ryszard Brzezik. Susza to nietypowa klęska, trudno wymierna. Urzędnicy ministerialni obawiają się, że zostały nadmiernie rozbudzone oczekiwania rolnków, których susza dotknęła w różnym stopniu. Suma kredytów, które są do dyspozycji wsi w całym kraju to kwota 300 milionów złotych. Z tego 20 milionow złotych to dopłata do kredytów z budżetu państwa. Dodatkowych 10 milionów dotacji na pomoc socjalną dla wsi, to duży wysiłek dla budżetu. Dotyczy jednak tylko mniejszych gospodarstw, które miałyby problemy z przeżyciem do następnych zbiorów. Kwoty wyasygnowane przez budżet państwa są porównywalne z pomocą klęskową dla powodzian w 1997 roku.

Andrzej Zwierz
rolnik z Taniborza

Największe straty mam w zbożach jarych i ozimych. Na dodatek, na skutek ulewy zboża połamały się, przewróciły, będzie kłopot ze zbiorem. Moje straty oszacowano uczciwie. Potwierdziła je pięcioosobowa komisja gminna. Ministerstwo kręci nosem, bo nie chce płacić. Jak mamy żyć dalej przy takich stratach? Przecież nic nie jesteśmy winni ani klęsce suszy, ani innym meteorologicznym perturbacjom. Uważam, że rolnictwo w Polsce cały czas traktuje się po macoszemu.

Stanisław Tammm
wojewoda wielkopolski

Musimy na problem spojrzeć racjonalnie. Z jednej strony mieć na uwadze wzrost cen na produkty rolne, które częściowo zrekompensują rolnikom utracone korzyści. Z drugiej strony powinniśmy pamiętać, jak skromne są możliwości budżetu państwa. Pomoc w pierwszej kolejności powinna objąć te gospodarstwa rolne, których straty przekraczają 50 procent upraw. Ponadto szacujemy utratę nakładów poniesionych na te uprawy, a nie wartość utraconych zbiorów.

Ryszard Brzezik
wiceminister rolnictwa

Są trzy mozliwości: w gestii gmin jest zwolnienie rolników z płacenia podatku rolnego, ale wówczas gmina traci dochody. Możliwe jest też przesunięcie płacenia skladek na KRUS, a także spłacanie tych sładek na raty. Tu jesteśmy otwarci, gorzej byłoby z umorzeniem rat.
Po trzecie uruchamaiamy pomoc z rezerwy ogólnej. 10 milionów na pomoc społeczną na wsi, dla tych gospodarstw, które nie są w stanie zaciągać kredytów. Myśle, że część strat zrekompensują rolnikom wyższe ceny na rynku zbóż, warzyw i owoców. Tak zwykle jest wtedy, kiedy zbiory są niższe.

Autor artykułu: Romana BRZEZIŃSKA

Tajne liczenie poborowych

Saturday, July 8th, 2000

Młodzi mężczyźni z rocznika 1981 mają już pierwszy kontakt z armią za sobą. 30 czerwca zakończył się wiosenny pobór do wojska. Teraz urzędnicy podsumowują jego wyniki.

Znane są już efekty poboru w Poznaniu. Przed komisjami lekarskimi stanęło około 5 tys. poborowych urodzonych w 1981 roku. Blisko 3,5 tysiąca z nich otrzymało kategorię ,,A”. Są zdolni do służby wojskowej i jeśli nie uzyskają odroczenia np. z tytułu kontynuowania nauki, to jesienią trafią do koszar. Trwałą niezdolność do służby wojskowej orzeczono tylko u niespełna 350 stających przed komisjami.

Poborowa tajemnica

- Wszystkie dane statystyczne podajemy w przybliżeniu, bo nie możemy ujawniać szczegółowych danych. Są one zastrzeżone – mówi Katarzyna Wilk, dyrektor wydziału spraw obywatelskich Urzędu Miejskiego w Poznaniu. Podobnie w Lesznie. Lidia Plajzer, rzecznik prasowy Urzędu Mista poinformowała nas, że do poboru stanęło ponad 820 dziewiętnastolatków i ponad 90 mężczyzn starszych roczników. – 43 poborowych prosiło o skierowanie do zastępczej służby wojskowej. Komisja rozpatrzyła tylko 10 podań. Pozostali wycofali swoje prośby lub nie zgłosili się ponownie – twierdzi Lidia Plajzer. Tylko w Poznaniu ujawniono nam przybliżone dane statystyczne dotyczące kategorii zdrowia poborowych. W innych miastach Wielkopolski urzędnicy na wszelki wypadek odmawiali podania informacji o poborze, zasłaniając się tajemnicą.

Sensacja olsztyńska

Tymczasem Ewa Zakrzewska, wiceprezydent Olsztyna ujawniła niedawno, że u blisko 40 procent poborowych w tym mieście komisja lekarska stwierdziła, iż mieli oni wcześniejsze kontakty z narkotykami. Narkomani są kierowani na leczenie i odraczani od służby wojskowej. W skrajnych wypadkach otrzymują nawet orzeczenie o trwałej niezdolności do służby wojskowej. Dla wielkopolskich urzędników rewelacje wiceprezydenta Olsztyna są zaskakujące. Twierdzą oni, że nikt nie ma prawa ujawniać takich danych. Nam powiedzieli jedynie, że poborowych zgłaszających problemy ze zdrowiem komisje najczęściej kierowały na konsultacje okulistyczne i psychiatryczne.

Kiedy armia wzywa

Zasadnicza służba wojskowa trwa 12 miesięcy. W związku z większą rotacją poborowych w koszarach rząd zaostrzył zasady poboru, aby zmniejszyć liczbę unikających wcielenia do armii. Od wojska nie mogą się uchylać młodzi rolnicy (jedyni żywiciele rodziny). Z odroczeń nie korzystają też kandydaci prowadzący własną kampanię wyborczą do Sejmu, Senatu i samorządów terytorialnych. Poborowi mogą natomiast skorzystać ze zwolnienia okresowego ze względu na ważne sprawy osobiste i rodzinne. Armia zaczeka na takich mężczyzn aż pozałatwiają oni swoje ważne(!) sprawy.

Autor artykułu: Piotr MICHALSKI

Jak wojewoda gospodarował

Thursday, July 6th, 2000

Najwyższa Izba Kontroli pozytywnie oceniła wykonanie budżetu wojewody wielkopolskiego w 1999 roku. Oceny nie zmienił fakt ujawnienia przez kontrolerów ,,istotnych nieprawidłowości”. Te bowiem, według NIK, nie miały zasadniczego wpływu na wykonanie budżetu.

To lepsza ocena niż ubiegłoroczna. Wówczas, gdy kontrolowano budżety pięciu starych województw, nie wszędzie ocena była pozytywna (m.in. w b. poznańskim). Mimo dobrej oceny zdarzyły się też niedociągnięcia. Mówili o nich wczoraj po. dyrektora delegatury NIK w Poznaniu Paweł Pluta oraz wojewodowie wielkopolscy – były Maciej Musiał i obecny Stanisław Tamm.

Mandaty wciąż problemem

Po raz kolejny NIK skrytykowała niewystawienie tytułów egzekucyjnych wobec części nałożonych mandatów karnych. Zaległości sięgnęły kwoty 11 milionów złotych.

- Jednocześnie jednak NIK zauważyła, że podjęte przez wojewodę działania w tym zakresie zmierzają do poprawy sytuacji – tłumaczył Stanisław Tamm. Wojewoda obiecał, że do końca bieżącego roku tytuły wykonawcze na niezapłacone mandaty będą już rozliczane na bieżąco.

Kontrolerzy zarzucili też wojewodzie przekroczenie planu wydatków, w tym w znacznej części na wynagrodzenia. Dwie jednostki podległe wojewodzie – Zakład Obsługi Administracji WUW i Wojewódzki Inspektorat Inspekcji Farmaceutycznej – naruszyły z kolei zasady udzielania zamówień publicznych. Dotyczyło to jednak zaledwie 0,025 procenta wydatków wojewody.

Powiaty się uczą

Aż 72 procent przypadków naruszenia dyscypliny budżetowej dotyczyło wielkopolskich samorządów, których działalność nadzoruje wojewoda.

- Najczęściej chodziło o nowe samorządy – powiaty. Gminy z reguły już potrafią korzystać ze swojej samodzielności finansowej – tłumaczyła Bogumiła Stanecka, dyrektor Wydziału Finansów WUW. Minister Maciej Musiał dodawał: – To są koszty nauki w pierwszym roku.

Siedziba, której nie było

Wśród samorządów, którym wytknięto uchybienia, znalazły się m.in. Kaźmierz, Gniezno, Ostrzeszów, a także starostwa powiatowe w Poznaniu, Szamotułach, Kępnie, Krotoszynie, Kaliszu, Czarnkowie, Lesznie, Pile. Najczęstszym ,,grzechem” było to, że samorządy otrzymane na konkretne cele dotacje wydawały bezprawnie na coś innego. Te środki będą musiały wraz z odsetkami zwrócić do budżetu.

NIK podczas kontroli znalazła i takie przypadki – Wojewódzkiemu Ośrodkowi Metodycznemu w Kaliszu przekazano 50 tysięcy złotych na remont siedziby, choć wówczas ta jednostka… siedziby nie miała. Jako kontrowersyjne ocenili kontrolerzy czynności podjęte przez wojewodę dla sprywatyzowania poznańskiego ,,Miastoprojektu”. Chodziło o to, że wyceniono wartość firmy na 4,8 mln zł, choć rynkowa wartość jej majątku wynosiła prawie 11 milionów.

Co kontrolował NIK?

Kontrolą objęto Wielkopolski Urząd Wojewódzki oraz 28 jednostek organizacyjnych, m.in. 6 podległych wojewodzie, jednostki samorządu terytorialnego i inne nie finansowane z budżetu wojewody. NIK kontrolowała realizację ustawy budżetowej na 1999 rok.

Autor artykułu: Artur BOIŃSKI

Świnie wyszły z miasta

Thursday, July 6th, 2000

Następuje podwójne przeobrażenie. Stary, funkcjonujący dawniej przy poznańskich Garbarach POZMEAT otworzył pod miastem najnowocześniejszy zakład w Polsce. W miejscu starej rzeźni powstanie najatrakcyjniejsza część Poznania, przyciągająca ludzi z całego miasta.

Najpierw była miejska rzeźnia, działająca od 1899 r. Potem powstały Zakłady Mięsne. W 1950 r. komunalny majątek został upaństwowiony. Zakłady sprywatyzowały się, powstała spółka POZMEAT, która w 1997 r. weszła na Giełdę Papierów Wartościowych. Trzy lata temu zapadła decyzja o przeprowadzce poza miasto. Zakład został przeniesiony do Robakowa w gminie Kórnik, kilkanaście km od Poznania.

Rzeźnia jak mercedes

Wczoraj, w obecności marszałka wielkopolskiego, wojewody, prezydenta Poznania nastąpił początek obchodów 100-lecia firmy. Goście zwiedzili zakład w Robakowie. I byli zdumieni najnowocześniejszą technologią, absolutnym bezpieczeństwem higienicznym. Zakład pobiera wodę z własnego ujęcia głębinowego. Podgrzewa ją, produkuje parę wodną. Zwierzęta uśmiercane są humanitarnie, wydajność wynosi 300 sztuk trzody na godzinę.

Mięso przechodzi skrupulatne badania weterynaryjne, sprawdzanie mięsności odbywa się przy pomocy ultradźwięków. Tusze cięte są przy zastosowaniu promienia laserowego, zapewniającego idealną dokładność. Stosowane są śluzy sanitarne, narzędzia dezynfekuje się. Na terenie całego zakładu panuje sterylna czystość. Spełniane są wszelkie normy obowiązujące w Unii Europejskiej. Codziennie produkuje się tu 80 ton mięsa i przetworów.

- Ten obiekt to w porównaniu do starej rzeźni mercedes – mówią pracownicy.

Kiedyś rzeźnia była miejska

Zakład został wczoraj poświęcony, wygłoszono wiele przemówień, goście degustowali wyroby przygotowywane według najnowszych receptur. Wojewoda Stanisław Tamm cieszył się, że region zyskał tak nowoczesny zakład.

- Zadowoleni są rolnicy, bo zakład potrzebuje surowca, a w Wielkopolsce produkuje się 25 proc. polskiej trzody chlewnej – mówił. – Cieszą się odbiorcy, bo będą kupować doskonałe wyroby. Prezydent Ryszard Grobelny gratulując nowoczesnego zakładu i 100-lecia istnienia firmy przypomniał, że do 1950 r. rzeźnia stanowiła majątek komunalny.

,,Gazeta Poznańska” dowiedziała się, że władze POZMEAT-u myślą o zagospodarowaniu starych obiektów, położonych w najatrakcyjniejszym punkcie Poznania.

- Jest to prawie 6 ha najdroższej w mieście ziemi – podkreśla Włodzimierz Nowaczyk, przewodniczący Rady Nadzorczej. – Zamienimy ten teren w prawdziwą perłę miasta. Tu będzie kwitło życie towarzyskie, kulturalne. Mamy nie tylko wizję, ale i konkretne plany. Grunt zostanie wykorzystany zgodnie z jego wartością.

Śmierć strefy przemysłowej

O zagospodarowaniu całego kwartału ulic – od Warty do torów kolejowych, ,,Bogdanki” i Solnej – myślą też władze Poznania. Na tym obszarze znajduje się również była rzeźnia, będąca w użytkowaniu wieczystym POZMEAT-u. Firma ta może grunt i stojące na nim zabytkowe budynki sprzedać. Miasto wówczas skorzysta z prawa pierwokupu.

- Byłoby to dla miasta bardzo korzystne, ale takiego kroku ze strony POZMEAT-u się nie spodziewam – martwi się Michał Parysek z Zarządu Miasta.

Jeżeli firma, zagospodarowując zabytkowe obiekty przy Garbarach, zademonstruje taką samą twórczość, jak przy budowie nowego zakładu, to Poznań zyska piękne tereny, służącymi rozrywce, handlowi, biznesowi. Sąsiednie ulice ze starymi kamienicami mają zostać odnowione. Grupa specjalistów już nad tym pracuje. Poznań ma na ten cel otrzymać pieniądze od Unii Europejskiej.

Włodzimierz Nowaczyk

przewodniczący Rady Nadzorczej POZMEAT-u

Za kilka lat Polska znajdzie się w Unii Europejskiej. Jesteśmy jedynym zakładem w kraju z branży spożywczej, któremu nie zależy na okresie przejściowym. Możemy z Europą konkurować natychmiast, bo mamy jeden z najnowocześniejszych zakładów na kontynencie. Mam nadzieję, że dostarczyliśmy władzom regionu powodów do dumy.

Stanisław Tamm

wojewoda wielkopolski

Nowoczesny zakład sprawia wielkie wrażenie. Taki obiekt w regionie to znakomita sprawa dla wszystkich. Mogę bez przesady powiedzieć, że jest to warunek naszej niezależności, a nawet i wolności. Zakład odbiera produkcję od wielkopolskich rolników, najliczniejszych w kraju, zapewniając im byt. Swoje wysokiej jakości wyroby kieruje na rynek.

Autor artykułu: Józef DJACZENKO