W przyszły czwartek poznański Sąd Okręgowy ogłosi wyrok w procesie gangu Roberta S. Wczoraj prokurator zażądał dla niego łącznie 13 lat więzienia.
Wczorajsze wystąpienia prokuratora i 10 obrońców trwały ponad 3 godziny. Sali rozpraw tradycyjnie pilnowała grupa zamaskowanych i uzbrojonych komandosów.
Prokurator obserwował
Dla oskarżyciela wina dziesięciu oskarżonych jest oczywista. W jego opinii tworzyli zorganizowany, uzbrojony gang, któremu szefował Robert S. – Co ich połączyło? Przypadek, złośliwość losu czy trudne dzieciństwo? Nie. Związała ich chęć łatwego życia i poczucie bezkarności. Obserwowałem oskarżonych: wchodzili na salę z podniesionymi głowami, odpowiadali na pozdrowienia koleżanek i kolegów niby gladiatorzy – mówił prokurator Karol Frankowski. – Grupa dawała im poczucie siły i anonimowość.
Dla szefa grupy Roberta S. oskarżyciel zażądał łącznie 13 lat pozbawienia wolności oraz 12,5 tys. zł grzywny. Dla jego 8 ludzi wymiar kary wnioskowanej przez prokuratora wahał się – w zależności od ich ,,zaangażowania’’ – od 12 do 2 lat więzienia oraz grzywny (od 12,5 tys. do 1 tys. zł).
Oskarżyciel uznał, że tylko Dawid W., jedyny, który przyznał się i pomógł w śledztwie, może dostać wyrok w zawieszeniu.
Obrona kwestionuje dowody
Adwokaci oskarżonych prosili sąd o uniewinnienie oskarżonych – a w najgorszym przypadku o łagodny wyrok. Ich zdaniem, prokurator nie przedstawił wiarygodnych dowodów. Najbardziej kwestionowali zarzut, że oskarżeni tworzyli zorganizowaną i uzbrojoną grupę przestępczą. Ich zdaniem była to grupa ,,towarzyska’’, a broń i ładunki wybuchowe należały nie wiedzieć do kogo. – Lepiej, iżby stu winnych miało ujść odpowiedzialności karnej, niż aby jeden niewinny został ukarany – przypominali.
Sąd ogłosi wyrok w Zaduszki.
O gangu Roberta S.
Stustronicowy akt oskarżenia objął 12 mężczyzn (w tym dwóch policjantów), którzy na przełomie 1997/98 roku tworzyli w Poznaniu zorganizowaną grupę przestępczą (2 oskarżonych wyłączono potem do odrębnego postępowania). Zajmowali się kradzieżą samochodów ,,dla okupu’’ i wymuszaniem haraczy. Szef grupy, Robert S. kierował również przemytem narkotyków z Holandii do Polski.
Szczególnie drastyczne i brutalne były uprowadzenia – sterroryzowane bronią ofiary przewożono z zawiązanymi oczami do agencji towarzyskiej w Kobylnicy (albo do tzw. chłodni). Tam przetrzymywano je w pomieszczeniach bez okien, bez jedzenia i picia – nawet po kilka dni. Przykuci kajdankami do rur, z nadal zasłoniętymi oczami, byli bici i torturowani… do czasu przekazania samochodu lub gotówki. Banda uprowadziła w ten sposób kilku mężczyzn.O gangu Roberta S.
Autor artykułu: BAS