W Poznaniu mieszka kilkanaście tysięcy ludzi głuchych. Żaden jednak z poznańskich urzędników nie załatwi głuchego petenta bez tłumacza. Nie ma też ani jednego lekarza, który porozumie się z głuchoniemym bez osoby trzeciej.
Próżno szukać takiej instytucji, która zatrudnia osobę znającą język migowy. W Urzędzie Miejskim nie ma urzędnika, który pomoże załatwić jakąkolwiek sprawę osobie niesłyszącej.
- Nie mamy tłumacza, ale my się jakoś dogadamy — zapewnia pani z Urzędu Stanu Cywilnego, przypominając, że ślubu głuchoniemym nie udzieli bez tłumacza, którego powinni przyprowadzić ze sobą. Na swój koszt oczywiście.
My nie migamy
Rzecznik wojewody bez namysłu odpowiada, że w tym urzędzie nie znajdzie się migającego pracownika. Wszelkie więc sprawy, bez względu na ich wagę i tajemnicę, trzeba wyjaśniać przez wynajętego pośrednika.
- Nie mówimy językiem migowym, ale kartka z długopisem powinna wystarczyć — mówi Grażyna Cudak, rzecznik prasowy marszałka województwa.
Podobną odpowiedź można usłyszeć w urzędach skarbowych. I na policji, gdzie przychodzi się ze sprawami nie przeznaczonymi dla obcych uszu. Języka migowego nie znają prokuratorzy ani sędziowie. Nie chcą się go uczyć także adwokaci, którzy — jak nam powiedział jeden z poznańskich mecenasów — rozmawiają tylko z tym klientem, który przyjdzie w towarzystwie tłumacza.
Głuchoniemy czy kontuzjowany?
Szpitale, również na ostrych dyżurach, nie biorą dzisiaj pod uwagę przypadku, gdy trafi do nich ranny głuchoniemy. — Może się więc zdarzyć, że lekarz z karetki pogotowia, który trafi do głuchoniemego, wpadnie w popłoch — przyznaje prof. dr hab. Witold Szyfter z Kliniki Otolaryngologii.
Osoba głuchoniema ma problemy na spotkaniach z orzecznikami ZUS, którzy wymagają obecności tłumaczy.
- W urzędach i instytucjach, dotyczy to również USC, żąda się, aby głuchy starał się o tłumacza we własnym zakresie — mówi Ewa Szostak, tłumacz migowy z Polskiego Związku Głuchych. — Tymczasem ustawa mówi, że powinien on mieć zapewnionego tłumacza przez urzędy. Koszty tłumaczenia zwracają tylko policja i sądy.
Pismo nie wystarczy
Teresa Jurek, wicedyrektor Szkoły Podstawowej dla Dzieci Niesłyszących na Śródce uważa, że kartka papieru i długopis nie zastąpią migania. A to dlatego, że przeciętny głuchoniemy nastolatek opuszczający szkołę potrafi napisać niewiele zdań. Czasami jest to tylko imię, nazwisko i adres, a to zbyt mało, aby dowiedzieć się, co go boli lub jaką ma sprawę dla urzędnika.
Ten brak umiejętności ,,wysławiania się’’ spowodowany jest między innymi tym, że polskie dzieci trafiają zbyt późno do szkoły. Na Zachodzie powszechną praktyką jest nauka już od niemowlęctwa. U nas do szkoły podstawowej uczęszczają również 20-latki. To przekreśla szansę na pełny rozwój intelektualny.
W refomowanym szkolnictwie w ogóle nie uwzględniono programów dla dzieci głuchych. Nauczyciele przygotowali je społecznie, ale teraz nie ma pieniędzy na ich wydrukowanie.
Tadeusz Golenia
tłumacz języka migowego
Robi się podjazdy dla wózków inwalidzkich, wprowadza oznaczenia dźwiękowe dla osób niewidomych. Tylko ludzie głusi nie mogą liczyć na zrozumienie społeczeństwa słyszących, bo nigdzie nie ma znaków oznaczających, że mogą oni liczyć na pomoc tłumacza.
Prof. Witold Szyfter
otolaryngolog z Kliniki Otolaryngologii
Już w 6. miesiącu życia płodowego dziecko reaguje na dźwięki. Słuch jest niezbędny do rozwoju intelektualnego i emocjonalnego człowieka. Zgłosiliśmy potrzebę badań screaningowych na oddziałach noworodkowych, mamy sprzęt i jesteśmy gotowi to robić. Kasa chorych odmówiła ich finansowania.
Autor artykułu: Danuta PAWLICKA