Biesiadujący reporterzy wymyślali jak uprzykrzyć życie Wielkiemu Bratu. Dziesięciu dziennikarzy spędziło ponad dwadzieścia godzin w domu Big Brother, aby w końcu wyjść solidarnie z jednym z wyrzuconych przez Brata kolegów.
Miało być 48 godzin, a było 20. Dziennikarze zamknięci w domu Big Brother pod Warszawą solidaryzując się z wyrzuconym kolegą wspólnie opuścili dom Wielkiego Brata skandując ,,Jesteśmy z Wojtkiem”.
Reporter ,,Gazety Poznańskiej” był jednym z 10 dziennikarzy zaproszonych przez redakcję Big Brother-Wielki Brat do eksperymentu. Dziennikarze byli pierwszymi mieszkańcami domu. Mieli przez dwie doby sprostać wymaganiom Wielkiego Brata i przeboleć 30 wścibskich kamer. Rewelacje w spiżarniNajpierw dziennikarz ,,Gazety” odebrał telefon. Tubalny głos Wielkiego Brata zapraszał do swojego domu. Później była ankieta i 30 szczegółowych pytań. W czwartek 22 lutego spotkanie w Sękocinie. W jednym z hoteli dziennikarze mogli się poznać. Potem zabrano wszystkim telefony komórkowe, aparaty, dyktafony. Gdy kazano oddać długopisy, wszyscy pytali, czy teraz kolej na sznurówki.
- Czy my wyglądamy na niepoczytalnych? – pytał jeden z dziennikarzy.- Spokojnie, spokojnie. Zapewniam, że w środku będą noże i widelce – ,,uspokajał” Andrzej Sołtysik, rzecznik prasowy telewizji TVN, która jest współproducentem programu. Około godziny 19.00 dziennikarze weszli nieśmiało do domu Big-Brother. Podręczne torby zostały rzucone w kuchni. Zaczęło się badanie terenu. Kuchnia, jak kuchnia, duży salon z kanapami. Trochę wcześniej męska sypialnia, a dalej klinicznie czyste łazienki. Wszędzie światło z jarzeniówek.
Ktoś darł się w niebogłosy po odkryciu spiżarni.- Ludzie! Tu jest piwo! – męski głos. – I jedzenie! – kobiecy głos. – I wino! – kobiecy i męski razem. A niech patrzą…Część poznawczą wszyscy mieli już za sobą, gdy na stole rozłożono alkohole. Wszystkie pomieszczenia zlustrowano, podzielono sypialnie. Ktoś zapalił papierosa.- Proszę zgasić papierosa panie Michale – ktoś z sufitu wydał polecenie. Wszyscy popatrzyli do góry. Dziennikarze zdali sobie sprawę z tego, że przecież są obserwowani i podsłuchiwani.- A niech patrzą! – Michał nie dawał za wygraną, ale ,,przepisy P.Poż” okazały się nie do ominięcia. Palarnię zrobiono na podwórku.
W trakcie nocnej biesiady reporterzy nie pozostawili suchej nitki na producentach programu i telewizji TVN. Odegrali parodie teleturnieju ,,Milionerzy” i ,,Wybacz mi”, co nie spodobało się chyba Wielkiemu Bratu. Gwiazdy telewizyjne zostały przez nas wyszydzone i bezlitośnie obdarte z człowieczeństwa. Wówczas ,,głos” kazał nam zająć się inną rozrywką. – Panie Wojtku zapraszam do pokoju zwierzeń – znów Wielki Brat przypomniał o swojej obecności. Mikrofon pod łóżkiemWojtek przyniósł polecenie na piśmie: zabawcie się w Karaoke, czyli śpiewanie szlagierów z muzycznym podkładem. Gdy już wszyscy przeszli wstępne próby wysiadł bezpiecznik i zabawkę dziennikarzom zabrano.
Reporter ,,Gazety” zaciął się tymczasem w palec w trakcie palenia w kominku. Musiał zgłosić się do ,,pokoju zwierzeń”.- Leci krew? – pytał poważnie Wielki Brat w pokoju upstrzonym na czerwono, jak ,,pokój uciech”. – Już nie – odpowiadał reporter ,,Gazety”. Ale na wyraźne prośby musiał założyć plaster wyciągnięty spośród 100 innych plastrów i bandaży, które mu dostarczono. Trudno napisać o której godzinie dziennikarze poszli spać, bo zabrano im zegarki.- Słyszałam, jak startuje z lotniska ATR. A one latają około 23.00 – orzekła Agnieszka. Dopiero po wyjściu okazało się, że zasnęliśmy przed… 4.00 nad ranem. Ulgę przyniosło także zdjęcie mikrofonów zwanych mikroportami, które uczestnicy muszą nosić przy pasku. Ale wyłączyć ich nie można, tylko położyć… pod łóżkiem.
Drugi dzień, który miał być przedostatnim okazał się decydująca rozgrywką. Po śniadaniu dziennikarze dowiedzieli się, że każdy musi w ,,pokoju zwierzeń” wytypować 2 osoby, które należałoby – jego zdaniem – usunąć. Zaczęło się kombinowanie.- Niech każdy wskaże 2 osoby, które siedzą obok niego. Wówczas każdy otrzyma po 2 głosy – zaproponował Michał i tak zostało.Gdy wszyscy zagłosowali, dziennikarz ,,Gazety” został poproszony do pokoju zwierzeń.- Wojtek złamał zasady. Nie wytypował nikogo i będzie usunięty. Przedyskutujcie to w grupie – rzucił sucho Wielki Brat.Gdy grupa to usłyszała, to się dopiero zaczęło: Wojtek zagłosuj, Wojtek nie rób tego, coś musimy wymyślić, tak być nie może, to skandal. I zapadła decyzja: wszyscy wychodzą razem z Wojtkiem. Dziennikarz ,,Gazety” rzucił: zróbmy bunt i pikietę, po czym skoczył do kuchni po czarny worek na śmieci. Palcem unurzanym w paście do zębów stworzono na nim napis: Jesteśmy z Wojtkiem. Po godzinie wszyscy opuścili dom.Solidarność zwyciężyła- To był dla nas prawdziwy sprawdzian. Ponad 100 osób mogło się przeszkolić podpatrując wasze zachowania przez całą dobę. Okazało się również, że nie można stworzyć dla was scenariusza, bo to wy reżyserowaliście nas – mówił po zakończeniu naszej wizyty w Big Brother Maciej Amanowicz, producent wykonawczy programu Big Brother.Okazało się również, iż część obsługi robiła zakłady: czy wyjdą wszyscy, czy tylko Wojtek.
- Najbardziej zatrważa mnie to, że tak szybko przyzwyczailiśmy się do widoku kamer – mówiła Ania, dziennikarka z ,,Super Expressu”.- To było coś nowego. Nie bałem się niczego. Traktowałem, to jako nową formę rozrywki – podsumował Michał z ,,Dziennika Łódzkiego”.- Z jednej strony cieszę się, że wszyscy się za mną wstawili, a z drugiej mam nadzieję, że nie zepsułem wam zabawy – dodał Wojtek z ,,Polityki” z którym wszyscy wyszli z domu w geście solidarności i usłyszał stanowcze: Nieeee! – Pozostaje mi dać tytuł ,,Solidarność zwyciężyła” – podsumowała Małgosia z ,,Trybuny”.
Czego nie można zabrać do B.B.?
- zegarków
- gazet
- radia
- telewizora
- odtwarzaczy muzycznych
- telefonów
- wstydu
Kto podgląda?
- 30 kamer
- 3 kamery na podczerwień obserwują sypialnie
- 3 kamery w ogrodzie
Kto podsłuchuje?
- 42 mikrofony na sufitach
- mikrofony osobiste
Autor artykułu: Marcin KĄCKI