Archive for February, 2001

Cierpliwie sklejają modele

Wednesday, February 28th, 2001

Obecnie w zajęciach uczestniczy ponad dwudziestu uczniów szkół podstawowych w gminie Czempiń, którzy budują miniaturowe samoloty i balony

Do Sekcji Modelarskiej Lotniczo-Kosmicznego, którą zainicjował Piotr Piosicki trafili przede wszystkim ci, którzy mają już swoje pierwsze sukcesy. – Kiedy miałem pięć lat, tata zrobił mi latawiec i pojechaliśmy na zawody – mówi Patryk Piosicki, jeden z młodych modelarzy.

- Zajęliśmy trzecie miejsce i zaczęliśmy budować pierwsze modele samolotów. Potem przeprowadziliśmy się z Leszna do Czempinia i poznałem nowych kolegów. Teraz razem uczymy się sklejać z papieru, drewna i kartonu prawdziwe miniaturki szybowców. Swoją pasją zaraził również ponad dwudziestu chłopców, którzy systematycznie przychodzą raz w tygodniu na zajęcia.

- Zbudowaliśmy już ponad dwadzieścia modeli samolotów, szybowców i balonów – chwali się Sławomir Bracki, inny uczestników spotkań, z cierpliwością sklejając z lekkich listewek i styropianu skrzydło szybowca. – Nie wszystkie zachowały się do dziś, bo część spaliła się na próbie, albo połamała się po upadku. To jednak nas nie zniechęca. Im więcej pracujemy, tym większą mamy satysfakcję – dodaje.

PIOTR PIOSICKI, instruktor modelarstwa lotniczego

Sam zaraziłem się modelarstwem w szkole zawodowej. W latach siedemdziesiątych uczestniczyłem w zajęciach z modelarstwa w Lesznie. Potem zdobyłem papiery instruktora i zacząłem pracę z dziećmi. Mam jeszcze lotnię i razem z moimi modelami mogę szybować w chmurach.

Autor artykułu: KM

Urodziła się sto lat temu

Wednesday, February 28th, 2001

Pani Helena nigdy nie lubiła jeść tłustych potraw. Zawsze od mięsa wolała ryby. Najbardziej lubi śledzie. Czy one są tajemnicą jej długowieczności?

Na podwórku leży śnieg. Z ogrodu, podpierając się laską wychodzi maleńka staruszka. Zagląda do pomieszczeń gospodarskich. – Pani poczekaj, jeszcze muszę zobaczyć co z moją kurką – mówi i wchodzi do środka.

Helena Grządzielewska 24 lutego br. ukończyła sto lat. Pomimo to jest jeszcze pełna energii, mieszka sama i jak sama mówi, głowę ma jeszcze sprawną. – Wszystko pamiętam.

Życie spędziła w Bninie

- Urodziłam się w Bninie, całe życie tutaj mieszkałam i tutaj umrę. Gdy zmarła moja mama, chcieli wziąć mnie do siebie krewni. Ale ja nie chciałam się stąd ruszać. I dobrze, tam już wszyscy pomarli, a ja jeszcze żyję.

Pani Helena opowiada o swoim życiu, o wojnie, zwłaszcza tej pierwszej. – Robiliśmy w szkole skarpety na drutach, a ja nie umiałam poradzić sobie z piętami. Mama sama wychowywała mnie i moich dwóch braci, miała dwadzieścia dziewięć lat, gdy została wdową. Pracowała w ogrodach, nocami szyła, prała. Piekliśmy sami chleb – pani Helena najczęściej wspomina mamę. Mieszkała z nią, gdyż nigdy nie wyszła za mąż. – Żaden porządny się nie trafił. Jak miałam wyjść za pijaka, wolałam być sama. Z mamą było nam dobrze – wspomina dawne czasy.

Mieszka sama, ale nie jest samotna. Codziennie o 6.45 przychodzi po nią mieszkający w pobliżu Franciszek Grządzielewski i zabiera do siebie, do domu. Z nim spędza większość dnia.

Nie potrafi żyć bez zwierząt

Gdy jest ciepło wychodzi do ogródka, zagląda do zwierząt. – Pani ta moja kurka, to mnie wszędzie znajdzie. Ja bez zwierząt nie umiem żyć. Pamiętam, że w dzieciństwie bardzo chciałam mieć kozę i dostałam ją. Teraz to chociaż ta kurka i kogucik mi zostały. Trochę już nie widzę, trochę nogi mnie bolą – mówi. – Ale wszędzie zajdziesz! – strofują ją pan Franciszek. Śmieją się razem. Spędzają razem mnóstwo czasu. Pan Franciszek wieczorem, gdy odprowadza ją do domu, pali w piecu, wkłada butelkę z ciepłą wodą do łóżka, pod pierzynę. Chodzą też razem na spacery.

- Najważniejsze jest to, że rozum jeszcze chodzi – mówi pani Helena. Gdy pytam o tajemnicę jej długowieczności, odpowiada. – Moja mama gotowała tłusto, ale mi to nie smakowało. Wolałam ryby, zwłaszcza śledzie i dużo sera. Nie lubię ziemniaków polanych sosem. Taki śledzik ze ziemniakami, ale śledź taki z beczki, oj nie ma już dzisiaj takich – wspomina z rozmarzeniem. – Ale Hela nie je śledzi ze śmietaną. Gotuje zupkę śledziową. Jest naprawdę pyszna – wyjaśnia pan Franciszek, który też nauczył się ją przyrządzać.

Na pożegnanie mili gospodarze życzą wszystkim Czytelnikom doczekania „setki”.

Autor artykułu: Ilona Kuta

Groźny zabytek

Wednesday, February 28th, 2001

Obiekt ma pionowe i ukośne pęknięcia ścian – mówi Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego w Jarocinie Stefan Skrzypczak. – Przeprowadzona ekspertyza mówi jednoznazcznie: pastorówkę trzeba rozebrać. Tymczasem obiekt nadal stoi.

- Żadnej wiarygodnej ekspertyzy podpisanej przez osoby, które wezmą za to odpowiedzialność do tej pory nie przedłożono nam – mówi Maria Strzałko z WOOZ w Poznaniu. – Dlatego wstrzymaliśmy decyzję o rozbiórce.

Pastorówka należaca do gminy Ewangelicko-Augsburskiej z Kalisza to nawet dla laika rudera. Ściany popękane wzdłuż i wszerz. Okna już dawno ktoś wybił. Na pierwszy rzut oka widać, że obiektem nikt się nie interesuje, przynajmniej od strony technicznej.

Tymczasem mogący przewrócić się budynek zagraża nie tylko przechodniom. Sąsiaduje on bowiem z podwórzem Zespołu Szkół Zawodowych nr 2 w Jarocinie, gdzie codziennie obok przechodzi kilkuset uczniów.

PINB w Jarocinie wydał decyzję nakazującą rozebranie obiektu. Jak się dowiedzieliśmy, decyzję taką zaakceptował właściciel budynku. – W tej sprawie odbyła się rozprawa administracyjna – powiedział Skrzypczak. – Wówczas przedstawiciel właściciela budynku stwierdził ,że zaakceptuje decyzje wydane po przeprowadzeniu ekspertyzy. Oględziny wykonano pod okiem przedstawicieli Ochrony Zabytków z oddziałem w Kaliszu.

Tymczasem odwołanie od decyzji PINB złożył Wojewódzki Oddział Ochrony Zabytków w Poznaniu. – Sam obiekt nie figuruje w spisie zabytków – mówi Skrzypczak. – Stoi natomiast na terenie podlegającym ochronie konserwatorskiej.

- Decyzja o rozbiórce została wydana bez konsultacji z nami – mówi kierownik WOOZ w Poznaniu Maria Strzałko. – Do tej pory nie widzieliśmy stosownej ekspertyzy pozwalającej podjąć decyzję o rozbiórce. Jeżeli w ten sposó podchodzilibyśmy do starych obiektów, połowa zabytków by już nie istniała.

Jak mówi Stefan Skrzypczak, procedura związana z likwidacją budynku rozpocznie się od nowa. Wszystko jest teraz uzależnione od decyzji konserwatora.

Autor artykułu: NBA

Do tańca i biesiadnego śpiewania

Wednesday, February 28th, 2001

Jedenastu instrumentalistów z powiatu pilskliego uczestniczyło w niedzielę 25 lutego w II Spotkaniu Akordeonistów w Białośliwiu.

Imprezę uświetniły występy świetnego duetu z Mołdawii oraz finezyjnej w swym brzmieniu La Fonici Trio z Piły.

W odświętnie przystrojonej sali i przy średnim – niestety – zainteresowaniu mieszkańców, jedenastu akordeonistów prezentowało swój kunszt wykonawczy. Grali utwory rozrywkowe na uroczystości towarzysko-rodzinne – do tańca i biesiadnego śpiewania. I na takich imprezach najczęściej muzykują. Są rozmaitych zawodów, choć nie wszyscy znaleźli zatrudnienie. Dzięki muzyce łatwiej im znosić czas oczekiwania na pracę.

Laureatami zostali trzej mieszkańcy gminy Białośliwie: Andrzej Oślizło i Waldemar Paliwoda z Białośliwia oraz Eugeniusz Zwierzchowski z Dębówka Starego. Zostali uhonorowani skromnymi nagrodami pieniężnymi oraz listami gratulacyjnymi i kompaktowymi płytami z nagraniami mistrzów akordeonu, które otrzymali wszyscy uczestnicy.

Organizatorami imprezy byli Gminny Ośrodek Kultury w Białośliwiu i Pilski Dom Kultury w Pile we współpracy z ośrodkami upowszechniania kultury powiatu pilskiego.

Jolanta
Bajon-Szumańska
juror

Ideą imprezy jest propagowanie wśród mieszkańców, nawet najmniejszych miejscowości, czynnego muzykowania. To zbliża ich do kultury ,,wysokiej’’, łagodzi obyczaje i jednocześnie pozwala w sposób godziwy spędzać wolny czas.

Autor artykułu: ADG

Reforma oświaty

Wednesday, February 28th, 2001

Zgodnie z ustalonym harmonogramem działań, prace nad wdrożeniem drugiego etapu reformy edukacji rozpoczną się od ogłoszenia planu sieci publicznych szkół ponadgimnazjalnych, który musi zostać zatwierdzony przez radę powiatu przed 31 sierpnia 2001 r.

Dyrektorzy szkół do 30 kwietnia 2002 r. będą musieli przedstawić arkusze organizacyjne, a już od 1 września 2002 rozpoczną działalność szkoły ponadgimnazjalne. Będą to trzyletnie licea profilowane umożliwiające uzyskanie matury, szkoły zawodowe (2,5 roku nauki) umożliwiające uzyskanie świadectwa potwierdzającego kwalifikacje zawodowe, dwuletnie licea dla absolwentów szkół zawodowych umożliwiające uzyskanie matury oraz dwuletnie szkoły policealne.

Wstępna propozycja edukacyjna przewiduje działalność pięciu szkół ponadgimnazjalnych w Wałczu oraz Liceum Ogólnokształcącego w Mirosławcu.

Wałeckie LO im. Kazimierza Wielkiego docelowo kształcić będzie 600 uczniów na kierunkach o profilu akademickim oraz kulturowo-akademickim. W II LO na podobnych kierunkach uczyć się będzie 400 uczniów. Zespół Szkół Zawodowych (1200 uczniów) i Zespół Szkół Budowlanych (500 uczniów) dysponować będą trzema profilami (akademickim, społeczno-usługowym oraz techniczno-technologicznym), a Zespól Szkół Rolnicze Centrum Kształcenia Ustawicznego w klasach o profilu akademickim i rolniczo-środowiskowym kształcić będzie 500-osobową grupę młodzieży.

Wybór kierunków kształcenia w wałeckich szkołach uzależniony jest od opinii uzyskanych od uczniów, dyrekcji i grona pedagogicznego poszczególnych szkół, pracowdawców i PUP.

Autor artykułu: AS

Jubileuszowe propozycje

Wednesday, February 28th, 2001

Komisje ds. mediów i turystyki wchodzące w skład Komitetu Organizacyjnego Obchodów 700-lecia Wałcza opracowały zestaw kilkunastu propozycji, które mogłyby zostać wykorzystane przy organizacji obchodów.

Wśród najciekawszych propozycji znalazły się: wydanie okolicznościowego stempla pocztowego oraz znaczków pocztowych, ustawienie tablic informujących o święcie przy wlocie do miasta, umieszczenie bannerów w każdym autobusie PPKS. Zdaniem członków obu komisji z okazji tak wielkiego jubileuszu na ratuszu miejskim powinien zostać zamontowany zegar, zaś z ratuszowej wieży powinien popłynąć skomponowany specjalnie na tę okazję hejnał.

Komisje ds. mediów i turystyki zaproponowały również kilka imprez towarzyszących obchodom 700-lecia Wałcza, m.in. zawody płetwonurków połaczone z oczyszczaniem Jeziora Zamkowego oraz zawody wędkarskie. Swoje propozycje opracowują również pozostałe komisje wchodzące w skład komitetu.

Autor artykułu: AS

Karambol siedmiu aut

Wednesday, February 28th, 2001

Siedem samochodów uczestniczyło we wczorajszej kolizji na ul. Hetmańskiej w Poznaniu, nad Wartą.

Karambol rozpoczął się około godz. 16-tej i jak nam powiedział oficer dyżurny Wydziału Ruchu Drogowego KMP, na niewielkim odcinku doszło właściwie do 2-3 kolizji.

Po prostu kierowcy zapatrzeni w uszkodzone wcześniej auta wjeżdżali na siebie wzajemnie… Mimo, że zderzenia wyglądały groźnie, tylko jedna osoba została lekko ranna. Uszkodzone samochody blokowały jedną nitkę jezdni.

Autor artykułu: GOK

Krzysztof Michalski piłkarzem roku 2000

Wednesday, February 28th, 2001

W minioną sobotę, podczas Balu Piłkarza zorganizowanego przez PKS Obra Agro-Handel, rozstrzygnięty został plebiscyt na Piłkarza Roku 2000. Zgodnie z oczekiwaniem zwyciężył Krzysztof Michalski.

Była to już szósta edycja plebiscytu, który cieszy się nieustającym powodzeniem. W tym roku w głosowaniu wzięło udział ponad tysiąc trzystu kibiców. W ich odczuciu najlepszym piłkarzem powiatu kościańskiego minionego roku był obrońca – Krzysztof Michalski. Laureat w kościańskim klubie występował od stycznia 1997 roku, do listopada 2000.

Obecnie jest zawodnikiem II-ligowego Lecha Poznań. – Cieszę się ogromnie. – mówił Krzysztof Michalski. – Jest to już mój drugi triumf w tym plebiscycie, ponieważ zwyciężyłem także w 1999 roku. Moja radość jest tym większa, gdyż pierwsze półrocze ubiegłego roku było dla mnie nie najlepsze. Wiara we własne możliwości i solidna praca treningowa pozwoliły nie tylko wygrać plebiscyt, lecz również przejść do silniejszego klubu.

Warto przypomnieć, że Michalski pierwsze lekcje gry w futbol pobierał w Kani Gostyń. Tam też debiutował na szczeblu III ligi. Za swój piłkarski wzór do naśladowania uznaje włoskiego defensora Paolo Maldiniego.

Autor artykułu: Arkadiusz KACZMAREK

Dziennikarze nie dali się Wielkiemu Bratu

Tuesday, February 27th, 2001

Biesiadujący reporterzy wymyślali jak uprzykrzyć życie Wielkiemu Bratu. Dziesięciu dziennikarzy spędziło ponad dwadzieścia godzin w domu Big Brother, aby w końcu wyjść solidarnie z jednym z wyrzuconych przez Brata kolegów.

Miało być 48 godzin, a było 20. Dziennikarze zamknięci w domu Big Brother pod Warszawą solidaryzując się z wyrzuconym kolegą wspólnie opuścili dom Wielkiego Brata skandując ,,Jesteśmy z Wojtkiem”.

Reporter ,,Gazety Poznańskiej” był jednym z 10 dziennikarzy zaproszonych przez redakcję Big Brother-Wielki Brat do eksperymentu. Dziennikarze byli pierwszymi mieszkańcami domu. Mieli przez dwie doby sprostać wymaganiom Wielkiego Brata i przeboleć 30 wścibskich kamer. Rewelacje w spiżarniNajpierw dziennikarz ,,Gazety” odebrał telefon. Tubalny głos Wielkiego Brata zapraszał do swojego domu. Później była ankieta i 30 szczegółowych pytań. W czwartek 22 lutego spotkanie w Sękocinie. W jednym z hoteli dziennikarze mogli się poznać. Potem zabrano wszystkim telefony komórkowe, aparaty, dyktafony. Gdy kazano oddać długopisy, wszyscy pytali, czy teraz kolej na sznurówki.

- Czy my wyglądamy na niepoczytalnych? – pytał jeden z dziennikarzy.- Spokojnie, spokojnie. Zapewniam, że w środku będą noże i widelce – ,,uspokajał” Andrzej Sołtysik, rzecznik prasowy telewizji TVN, która jest współproducentem programu. Około godziny 19.00 dziennikarze weszli nieśmiało do domu Big-Brother. Podręczne torby zostały rzucone w kuchni. Zaczęło się badanie terenu. Kuchnia, jak kuchnia, duży salon z kanapami. Trochę wcześniej męska sypialnia, a dalej klinicznie czyste łazienki. Wszędzie światło z jarzeniówek.

Ktoś darł się w niebogłosy po odkryciu spiżarni.- Ludzie! Tu jest piwo! – męski głos. – I jedzenie! – kobiecy głos. – I wino! – kobiecy i męski razem. A niech patrzą…Część poznawczą wszyscy mieli już za sobą, gdy na stole rozłożono alkohole. Wszystkie pomieszczenia zlustrowano, podzielono sypialnie. Ktoś zapalił papierosa.- Proszę zgasić papierosa panie Michale – ktoś z sufitu wydał polecenie. Wszyscy popatrzyli do góry. Dziennikarze zdali sobie sprawę z tego, że przecież są obserwowani i podsłuchiwani.- A niech patrzą! – Michał nie dawał za wygraną, ale ,,przepisy P.Poż” okazały się nie do ominięcia. Palarnię zrobiono na podwórku.

W trakcie nocnej biesiady reporterzy nie pozostawili suchej nitki na producentach programu i telewizji TVN. Odegrali parodie teleturnieju ,,Milionerzy” i ,,Wybacz mi”, co nie spodobało się chyba Wielkiemu Bratu. Gwiazdy telewizyjne zostały przez nas wyszydzone i bezlitośnie obdarte z człowieczeństwa. Wówczas ,,głos” kazał nam zająć się inną rozrywką. – Panie Wojtku zapraszam do pokoju zwierzeń – znów Wielki Brat przypomniał o swojej obecności. Mikrofon pod łóżkiemWojtek przyniósł polecenie na piśmie: zabawcie się w Karaoke, czyli śpiewanie szlagierów z muzycznym podkładem. Gdy już wszyscy przeszli wstępne próby wysiadł bezpiecznik i zabawkę dziennikarzom zabrano.

Reporter ,,Gazety” zaciął się tymczasem w palec w trakcie palenia w kominku. Musiał zgłosić się do ,,pokoju zwierzeń”.- Leci krew? – pytał poważnie Wielki Brat w pokoju upstrzonym na czerwono, jak ,,pokój uciech”. – Już nie – odpowiadał reporter ,,Gazety”. Ale na wyraźne prośby musiał założyć plaster wyciągnięty spośród 100 innych plastrów i bandaży, które mu dostarczono. Trudno napisać o której godzinie dziennikarze poszli spać, bo zabrano im zegarki.- Słyszałam, jak startuje z lotniska ATR. A one latają około 23.00 – orzekła Agnieszka. Dopiero po wyjściu okazało się, że zasnęliśmy przed… 4.00 nad ranem. Ulgę przyniosło także zdjęcie mikrofonów zwanych mikroportami, które uczestnicy muszą nosić przy pasku. Ale wyłączyć ich nie można, tylko położyć… pod łóżkiem.

Drugi dzień, który miał być przedostatnim okazał się decydująca rozgrywką. Po śniadaniu dziennikarze dowiedzieli się, że każdy musi w ,,pokoju zwierzeń” wytypować 2 osoby, które należałoby – jego zdaniem – usunąć. Zaczęło się kombinowanie.- Niech każdy wskaże 2 osoby, które siedzą obok niego. Wówczas każdy otrzyma po 2 głosy – zaproponował Michał i tak zostało.Gdy wszyscy zagłosowali, dziennikarz ,,Gazety” został poproszony do pokoju zwierzeń.- Wojtek złamał zasady. Nie wytypował nikogo i będzie usunięty. Przedyskutujcie to w grupie – rzucił sucho Wielki Brat.Gdy grupa to usłyszała, to się dopiero zaczęło: Wojtek zagłosuj, Wojtek nie rób tego, coś musimy wymyślić, tak być nie może, to skandal. I zapadła decyzja: wszyscy wychodzą razem z Wojtkiem. Dziennikarz ,,Gazety” rzucił: zróbmy bunt i pikietę, po czym skoczył do kuchni po czarny worek na śmieci. Palcem unurzanym w paście do zębów stworzono na nim napis: Jesteśmy z Wojtkiem. Po godzinie wszyscy opuścili dom.Solidarność zwyciężyła- To był dla nas prawdziwy sprawdzian. Ponad 100 osób mogło się przeszkolić podpatrując wasze zachowania przez całą dobę. Okazało się również, że nie można stworzyć dla was scenariusza, bo to wy reżyserowaliście nas – mówił po zakończeniu naszej wizyty w Big Brother Maciej Amanowicz, producent wykonawczy programu Big Brother.Okazało się również, iż część obsługi robiła zakłady: czy wyjdą wszyscy, czy tylko Wojtek.

- Najbardziej zatrważa mnie to, że tak szybko przyzwyczailiśmy się do widoku kamer – mówiła Ania, dziennikarka z ,,Super Expressu”.- To było coś nowego. Nie bałem się niczego. Traktowałem, to jako nową formę rozrywki – podsumował Michał z ,,Dziennika Łódzkiego”.- Z jednej strony cieszę się, że wszyscy się za mną wstawili, a z drugiej mam nadzieję, że nie zepsułem wam zabawy – dodał Wojtek z ,,Polityki” z którym wszyscy wyszli z domu w geście solidarności i usłyszał stanowcze: Nieeee! – Pozostaje mi dać tytuł ,,Solidarność zwyciężyła” – podsumowała Małgosia z ,,Trybuny”.

Czego nie można zabrać do B.B.?

  • zegarków
  • gazet
  • radia
  • telewizora
  • odtwarzaczy muzycznych
  • telefonów
  • wstydu

Kto podgląda?

  • 30 kamer
  • 3 kamery na podczerwień obserwują sypialnie
  • 3 kamery w ogrodzie

Kto podsłuchuje?

  • 42 mikrofony na sufitach
  • mikrofony osobiste

Autor artykułu: Marcin KĄCKI

Chcą sprzedać stary bunkier

Tuesday, February 27th, 2001

Pod nieczynną już kotłownią przy ul. Engestroma znajduje się spory bunkier. Spółdzielnia Mieszkaniowa chce go sprzedać. Pomieszczenie nadaje się na kręgielnię, strzelnicę lub klub bilardowy.

Dawną kotłowni zarządza wprawdzie Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej, jednak teren pod budynkiem, a więc i sam budynek należy do Spółdzielni Mieszkaniowej ,,Jeżyce’’. Ostatnio zresztą PEC zdemontował swoje urządzenia. Obecnie kotłownia stoi zamknięta.

- Zastanawiamy się teraz, co robić z kotłownią i bunkrem – mówi Marian Pietrzak, kierownik administracji osiedla Jeżyce, w obrębie którego znajdują się również Ogrody. – Można schron zasypać, ale szkoda…

Bunkier ma 100 metrów długości i 30 metrów szerokości. Z powierzchni zjeżdża się do niego windą.
- Mamy pomysł, żeby bunkier sprzedać jakiemuś inwestorowi – zdradza Marian Pietrzak. – Takie duże pomieszczenie znakomicie nadawałoby się na strzelnicę, kregielnię lub klub bilardowy.

Obiekt znajduje się pomiędzy ul. Engestroma a Dąbrowskiego, tuż koło bloku przy ul. Dąbrowskiego 130.

Autor artykułu: KRUL