Archive for February, 2001

Maltanka pojedzie inaczej

Tuesday, February 27th, 2001

W związku z otwarciem sztucznego lodowiska na mecie toru regatowego na Malcie, Maltańska Kolej Dziecięca kursować będzie we wszystkie dni tygodnia do końca lutego br.

Odjazdy co godz. ze stacji Maltanka od 8.00 do 21.00 a ze stacji Zwierzyniec od 8.30 do 21.30.

Pociągi zatrzymują się w obu kierunkach na dodatkowym przystanku „Przystań” (w pobliżu lodowiska – przy przejeździe kolejowym na skrzyżowaniu ulic: Krańcowej i Wiankowej). W kierunku Śródki odjazdy co godzinę odpowiednio od godz. 8.32 do 21.32. Opłata za bilety: normalny 3,80 zł, ulgowy: 2,50 zł.

Autor artykułu: KS

Teatr choruje i śpiewa!

Tuesday, February 27th, 2001

58. Poznańskie Warsztaty Operowe w Gmachu pod Pegazem tym razem poświęcone były ,,Szekspirowi w operze’’.

Taki temat podyktowała setna rocznica śmierci G. Verdiego oraz przygotowywana przez poznański teatr premiera ,,Makbeta’’ tego. W repertuarze warsztatów znalazły się jednak inne utwory inspirowane twórczością Wiliama Szekspira: ,,Wesołe kumoszki z Windsoru’’, ,,Hamlet’’, oraz ,,Romeo i Julia’’.

Dyrektor usprawiedliwiał swoich solistów, których dotknął… grypowy pomór. Agnieszka Dondajewska w ogóle nie mogła wystąpić, więc walc Julii melomani usłyszeli w interpretacji znakomitej Tatiany Pożarskiej. Paweł Myszkowski i Tomasz Mazur zaśpiewali pomimo choroby. I dobrze wypadli, co S. Pietras podsumował anegdotą.

Zaprosił kiedyś na premierę samego Jerzego Waldorffa, by zyskać przychylność recenzenta ,,Polityki’’. A tu tuż przed rozpoczęciem spektaklu solistka odmawia wykonania kluczowej roli z powodu choroby. Dyrektor obiecuje jej ,,złote góry’’, ale ona godzi się jedynie na mówienie swojej kwestii. Sławomir Pietras uprzedza recenzenta o niedyspozycji śpiewaczki.

A ta wychodzi na scenę i… – Jak huknęła potężnym głosem, to aż publiczność zadrżała! Wtedy Waldorff zapytał z przekąsem: dyrektorze, to jak ona śpiewa, gdy jest zdrowa?

Autor artykułu: Małgorzata DERWICH

Nie zrezygnują z Przychodni

Tuesday, February 27th, 2001

Henryk Mikołajek uważa, że dentyści celowo przedłużają zamknięcie swojego gabinetu w jego Przychodni. Sławomir i Katarzyna Przybylscy z kolei tłumaczą to nieudogodnienie dla pacjentów przeciągającą się w czasie naprawą sprzętu

Od początku stycznia br. w czempińskim ośrodku zdrowia działa nowa spółka – Przychodnia Lekarza Rodzinnego „Vita”, w miejscu „Korvity”. Wśród pracujących tam specjalistów są także stomatolodzy. Kilka tygodni temu na drzwiach ich gabinetu zawisła kartka z informacją, że „z powodu awarii sprzętu gabinet stomatologiczny nieczynny do odwołania”.

Przyjęcia natomiast tymczasowo odbywają się wyłącznie w ośrodku zdrowia w Głuchowie na ul. Kościańskiej.

Gdzie są dentyści?

Henryk Mikołajek, kierownik Przychodni „Vita” narzeka na zaistniałą sytuację. Twierdzi, że od nowego roku pojawili się zaledwie kilka razy. – Pretensje do nas mają pacjenci – uważa. – Ludzie są zapisani z 3-miesięcznym wyprzedzeniem.

Żal mi przede wszystkim dzieci, które przychodzą tu z bólem zęba i płaczem. Nie są to nasi pracownicy. Dzierżawią gabinet od Urzędu Gminy, ale ludzie tego nie rozumieją. Kasa Chorych może zerwać z nimi umowę. Wysuwa też przypuszczenie, że stomatolodzy otworzyli swój prywatny gabinet na ul. Kuczmerowicza w Czempiniu. Twierdzi, że ich sprzęt już od dłuższego czasu jest sprawny, tylko pracować.

Henryk Mikołajek uważa też, że ma związane ręce. – Mógłbym przecież na to miejsce znaleźć kogoś innego – stwierdza. Odsyła mnie do burmistrza. Kazimierz Dembny twierdzi, że nie zdążył jeszcze podpisać umowy na dzierżawę gabinetu. Budynek Przychodni należy bowiem do gminy. – Przyznaję, że dotarło do nas trochę skarg na ten temat – mówi. Nie potrafi jednak powiedzieć dokładnie, kiedy sprawa zostanie załatwiona. – Kiedy będziemy już „po” poinformujemy panią – słyszę „na pocieszenie”.

Działaliśmy zgodnie z harmonogramem

Katarzyna i Sławomir Przybylscy w czempińskim ośrodku dzierżawią gabinet od lata ubiegłego roku. Ona jest lekarzem stomatologiem, on specjalistą chirurgii stomatologicznej. – Działaliśmy w zasadzie cały czas zgodnie z harmonogramem aż do 18 stycznia br. Później wyjechaliśmy na dwutygodniowy urlop – mówią. – Kiedy wróciliśmy na początku lutego do pracy okazało się, że zepsuty jest unit. Musieliśmy oddać go do naprawy. To był już zresztą stary sprzęt.

Katarzyna Przybylska twierdzi, że w tej sytuacji obdzwoniła większość zapisanych wcześniej pacjentów uprzedzając, że dalsze leczenie będzie miało miejsce w drugim gabinecie – w Głuchowie. – Mąż natomiast nadal przyjmował wszystkich bólowych pacjentów, którzy byli kierowani z Czempinia tutaj – dodaje. Starali się jak tylko można, aby poinformować pacjentów o zaistniałej sytuacji.

- Wywiesiliśmy kartki. Panie pielęgniarki z Przychodni również informowały pacjentów, gdzie przyjmujemy – tłumaczą. – Ci, którzy w nagłych przypadkach nie mogli dotrzeć do nas do Głuchowa, wówczas mogli skorzystać z usług dwóch innych stomatologów, którzy przyjmują w Czempiniu. Oboje prostują również, że nie otworzyli żadnego prywatnego gabinetu na ul. Kuczmerowicza w Czempiniu. – Mamy tam swój lokal, ale poza gołymi ścianami nie ma nic – twierdzą.

Na koniec zapowiadają: Nie zamierzamy zrezygnować z Czempinia. Nawet jeśli przyjmują tutaj więcej pacjentów z okolicznych wiosek (np. Jasień, Borowo) niż rdzennych czempiniaków.

Autor artykułu: Katarzyna Madajka

Wioska będzie miała turbinę

Tuesday, February 27th, 2001

Wanda Kopankiewicz, sołtys Mechlina, walczyła dwa lata o remont urządzenia, dzięki któremu można osuszyć pola z nadmiaru wody

Turbina wodna napędzana przez powietrze w Mechlinie ma już wiekową historię. Jej budowy nie pamiętają nawet najstarsi mieszkańcy wioski.

- Nie znam dokładnej daty, ale wydaje mi się, że był to rok 1916 – wspomina Wanda Kopankiewicz. Inni powołują się na to, że urządzenie powstało pod koniec XIX w., bo ich rodzice już wtedy bawili się na żelaznej konstrukcji. – Jak na tamte lata była jednak cudem techniki. Umocować tak wysoko koło bez dźwigu – dziwi się moja rozmówczyni.

W Wielki Piątek 1996 roku…

Zadaniem turbiny jest „odpompowywanie” nadmiaru wody z okolicznych pól. Umieszczona jest niedaleko wioski, przy pobliskim lesie. Ta żelazna konstrukcja, przypominająca wieżę, była przez minione lata poddawana tylko kosmetycznym remontom. Bez zastrzeżeń działała do 1996 r. Wówczas to zdarzył się pewien wypadek. – Potężny huragan, który miał miejsce w tym roku w Wielki Piątek przed Wielkanocą zrzucił żelazne koło, dzięki któremu, pod wpływem powietrza, to urządzenie działało – wspomina pani sołtys. I od tej pory owa napędzająca cały mechanizm część leży bezużytecznie i rdzewieje.

Przydatna nie tylko Mechlinowi

Pani sołtys dwa lata temu rozpoczęła batalię z urzędami o naprawę tego urządzenia. – Turbina jest przydatna nie tylko Mechlinowi. Swoim zasięgiem obsługiwała także inne wioski – między innymi Orkowo, Tesiny – twierdzi. Od czasu tego wypadku w razie nadmiernych opadów do odwadniania pól stosowano traktor ze specjalnym sprzętem. Pani sołtys w 1999 r. napisała petycję w tej sprawie do starostwa powiatowego, które przekazało ją dalej – do Wielkopolskiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych Inspektorat w Śremie.

W odpowiedzi otrzymała, że ta inwestycja została ujęta w planie na 2000 r. i szacuje się, że będzie kosztować ona 120-150 tys. zł.

Gdzie diabeł nie może, tam…

- W maju 2000 roku mieli ostatecznie poinformować o przebiegu sytuacji. Tymczasem odpowiedź od WZMiUW otrzymam w czerwcu 2000 roku. Dowiedziałam się, że ze względu na zbyt niskie nakłady finansowe inwestycja ta nie może być zrealizowana. Za to te wyliczone pieniądze przeznaczono na … wykoszenie około 130 (ze 150) km rowów i kanałów. Za takie pieniądze, to bym sama to zrobiła – zżyma się pani sołtys, która nie popuściła tego i napisała kolejne pismo.

Dopięła tego, że z wizytą zjawili się odpowiedni fachowcy i sporządzili notę służbową w tej kwestii. Naprawa turbiny została ujęta w planie inwestycyjnym na 2001 r. Początkowo w kosztach miała partycypować gmina Śrem. Ostatecznie cały koszt remontu – ponad 800 tys. zł – pokryje WZMiUW. Prace rozpoczną się już w kwietniu.

Tymczasem do załatwienia pozostała jeszcze jedna sprawa – barierki przy wioskowym przystanku. – Zgodnie z wymogami postarałam się o poszerzenie chodnika, ale pomimo obietnic nie mogę doczekać się założenia barierki – mówi z żalem moja rozmówczyni. Tymczasem od odpowiedzialnego za to Wydziału Techniczno-Inwestycyjnego dowiedzieliśmy się, że w styczniu odbył się przetarg, w wyniku którego wyłonioną firmę, która zajmie się tą inwestycją. Umowa zostanie podpisana na dniach, a prace – już wkrótce.

Autor artykułu: Katarzyna Madajka

Potrzebują pieniędzy na obóz

Tuesday, February 27th, 2001

Anną Kaczan, prezesem Towarzystwa
Pomocy Potrzebującym im. Brata Alberta „Nadzieja” w Śremie

Bal Charytatywny, który odbył się na początku stycznia br., a którego organizatorem było Towarzystwo, miał na celu pozyskanie funduszy na zorganizowanie obozu letniego dla najbardziej potrzebujących dzieci.

- Zgadza się. Udało nam się zebrać wówczas około 13 tysięcy złotych, które leżą „zamrożone” na naszym koncie. Nie zamierzamy ich wykorzystać na żadną inną zapomogę. Nie chodzi nam o to, jak zarzucają nam niektórzy, żeby dzieciom zorganizować wczasy. Chcemy tylko, aby one wyrwały się ze swoich środowisk, jadły posiłki o stałych porach itd.

Gdzie i kiedy planowany jest wyjazd?

- Podobnie jak w ubiegłym roku są to Gębice k/Czarnkowa. Tam na terenie należącym do miejscowego Domu Pomocy Społecznej dzieci przebywają w domkach letniskowych, korzystają z basenu. A obóz planujemy na lipiec br.

Ile dzieci maksymalnie może skorzystać z takiego wyjazdu?

- Chcielibyśmy bardzo zorganizować dwa turnusy po dwa tygodnie – w sumie dla 64 dzieci.

Ale chętnych jest pewnie znacznie więcej …

- Tak. Będziemy się jednak starali, aby w tym roku pojechały dzieci, które nie były w 2000 r.

Ile będzie kosztować wyjazd w przeliczeniu na jedno dziecko?

- 550-600 zł. Planujemy wziąć dochody rodzin, aby na tej podstawie wyliczyć, jaką odpłatność poniosą rodzice. Nie będzie to już symboliczne 10 zł tak jak w zeszłym roku. Nie stać nas bowiem na to. Stąd nasza prośba o wsparcie finansowe. Zdajemy sobie bowiem sprawę z tego, że po przeliczeniu dochodów może się okazać, że niektóre dzieci pojadą za darmo, bo ich rodziców nie będzie stać na dofinansowanie. Częściowo swoją pomoc zaoferował już Urząd Miejski.

Czy w związku z obozem potrzebne są tylko pieniądze?

- Nie. Bardzo zależy nam również na odzieży, obuwiu, artykułach szkolnych, które zostaną rozdane na obozie.
rozmawiała

rozmowa nieautoryzowana

Nr konta: WBK nr 1090/405-25827-128-00-0˙

Autor artykułu: Katarzyna Madajka

Zabił babcię rozmyślnie czy przypadkiem?

Tuesday, February 27th, 2001

Prokurator zażądał wczoraj dla Krzysztofa M. 15 lat więzienia za morderstwo. Obrońca stwierdził, że chłopak zabił nieumyślnie. Krzyś powiedział, że ubolewa. Sąd ogłosi wyrok za tydzień.

Babcia pogniewała się na wnuka, ponieważ bez jej wiedzy nocował u niej ze swoją dziewczyną. Chłopak potrzebował pieniądzy. Babcia nie chciała jednak przyjąć przeprosinowych kwiatów i słodyczy. Odmówiła pożyczki.

Rozmawiała z wnukiem przez uchylone drzwi, zabezpieczone łańcuchem. Krzyś zdenerwował się. Kopnął drzwi, łańcuch pękł, a uderzona nimi staruszka straciła przytomność.
Chłopak przeniósł ją na tapczan i owinął kołdrą, w której 78-letnia kobieta udusiła się. Po czym wziął 330 zł, upozorował włamanie i zabrał ,,dowody obecności’’ – niedopałki papierosów i przyniesione prezenty.

Zdaniem prokuratora, świadczy to o tym, że z rozmysłem ograbił babcię i świadomie pozbył się świadka. Przeciwko oskarżonemu świadczy też to, że nie wezwał pomocy do nieprzytomnej staruszki. Wczoraj prokurator zażądał dla Krzysztofa M. 15 lat więzienia.

Obrońca twierdził, że powodowany emocjami chłopak powinien odpowiadać za nieumyślne spowodowanie śmierci – za co grozi kara pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat.
Sąd uprzedził wczoraj, że możliwa jest zmiana kwalifikacji prawnej czynu na łagodniejszą niż zabójstwo. Wyrok ogłosi za tydzień.

Autor artykułu: BAS

Nie mogli wejść do swojego mieszkania

Monday, February 26th, 2001

To rozbój w biały dzień – skarżą się współwłaściciele kamienicy przy Rynku Łazarskim. – Firma ochroniarska na zlecenie firmy B. nie pozwalała nam wejść do naszego lokalu.

Ochroniarze pełnili stały dyżur na klatce schodowej, w której znajduje się feralny lokal nr 9.

- Mieliśmy zlecenie od firmy B, która jest naszym wieloletnim klientem. Lokal był również podłączony do systemu monitorowania – wyjaśnili ,,Gazecie Poznańskiej’’ szefowie firmy ochroniarskiej. Firma B. zleciła stałą kontrolę pod koniec grudnia 2000 r. Wówczas to współwłaściciele próbowali wejść do pustego lokalu. Ku ich zdziwieniu nagle na korytarzu, pojawiło się kilku ochroniarzy (okazało się, że lokal jest monitorowany), uniemożliwiając wejście.

- Chociaż mieliśmy dokumenty z Urzędu Miasta z Wydziału Spraw Obywatelskich mówiące o tym, iż zarówno Lester K jak i Krystyna K (współwłaściciele firmy B.) zostali wymeldowani z lokalu nr 9 (sami się tam zameldowali niezgodnie z prawem o czym dobitnie świadczą decyzje Urzędu Miasta jak i Samorządowego Kolegium Odwoławczego) nie mogliśmy tam wejść – żali się Jadwiga Sz.

Sprawa samowolnego zameldowania w lokalu nr 9 ciągnie się od 1991 roku.

Wtedy Lester K. będący właścicielem 7/96 udziałów w kamienicy wydzierżawił na trzy lata lokal nr 9. W zamian za remont miał przez pierwszy rok nie płacić czynszu. Jednak, gdy minął rok i przyszło do płacenia pan K. ani myślał wywiązać się z umowy. Ów- czesna właś-cicielka wnosiła sprawy o eks-misję użytkowanego po owych 3 latach lokalu.

Jednak z uwagi na to, iż B. sprzedawał część swoich udziałów sąd umarzał postępowanie (pojawiał się bowiem nowy współwłaściciel, którego nie było podczas wnoszenia sprawy). W 1992 r. w lokalu nr 9 została zameldowana (również nieprawnie) Krystyna K. – dzisiaj żona Lestera K.
- Doprowadziliśmy do tego, iż w 1999 roku wszystkie osoby nieprawnie zameldowane zostały wymeldowane z lokalu nr 9, na co mamy stosowne dokumenty – tłumaczy Jadwiga Sz. – Cóż z tego, skoro nie mogliśmy przez tyle dni wejść do własnego lokalu, bo Lester K zlecił ochroniarzom (dlaczego nie sprawdzili, że nie jest właścicielem tego lokalu) niewpuszczanie tam nikogo.

Kilka dni temu ochrona została zdjęta. Współwłaściciele zdecydowanej większości udziałów w kamienicy otrzymali klucze.

- Dalej będziemy jednak domagać się wyjaśnienia jakim prawem pozbawiono nas przez tak długo okres korzystania z tego lokalu – mówią rozgoryczeni właściciele kamienicy.

Autor artykułu: Bogdan LEWICKI

Autostrada nie wysuszy Poznania

Monday, February 26th, 2001

Wyznaczenie przebiegu autostrady przez Dębinę spowodowało, że tamtejsze ujęcie wody straciło 30 proc. możliwości produkcyjnych. Agencja Budowy i Eksploatacji Autostrad rekompensuje miastu straty. Wody w aglomeracji
nie zabraknie.

Poznańskie Wodociągi i Kanalizacja otrzymają 30 mln zł z przeznaczeniem na rekompensatę utraty części zdolności produkcyjnych Dębiny. Miasto i sąsiednie gminy zużywają każdej doby średnio ok. 150 tys. m sześc. wody. Z Dębiny pochodzi 23 tys. m sześc. na dobę. Woda z Warty jest tam kierowana do stawów infiltracyjnych. Wsiąkając w podłoże — czyści się. Pobierana jest stamtąd, uzdatniana, kierowana do odbiorców.

Krajkowo zamiast Sowińca

Główna część poznańskiej wody pochodzi spod Mosiny. ABiEA autostrad miała sfinansować budowę nowego ujęcia — w Sowińcu. Stamtąd, wzdłuż Warty, woda płynęłaby do stacji uzdatniania przy ul. Wiśniowej na Dębcu. Kłopoty z wykupem gruntów pod przebieg rurociągu i dokładne wyliczenia spowodowały zmianę planów. Okazało się, że bardziej opłacalne jest rozbudowanie i unowocześnienie ujęcia w Krajkowie pod Mosiną.

Czerpanie pod Mosiną wody na potrzeby poznańskiej aglomeracji spowodowało utworzenie się tzw. leja depresyjnego. — Nowe ujęcie wody zapobiegnie powiększaniu się leja — mówi Paweł Chudziński, prezes Poznańskich Wodociągów i Kanalizacji. — Niebezpieczeństwo deficytu wody będzie mniejsze. Za pieniądze Agencji zbudowana też zostanie kanalizacja opaskowa wokół ujęcia w Mosinie, co zapewni czystość wody.

Magistralą do Moraska

Pieniędzy od ABiEA wystarczy także na inne zadania. Stacja uzdatniania wody w Mosinie zostanie rozbudowana. Na terenie Poznania zbudowana zostanie magistrala wodociągowa (prawdopodobnie o przekroju 1000 mm) łącząca przepompownię wody przy ul. Koronnej ze zbiornikami na Moraskiej Górze. Mieszczą one ok. 30 tys. m sześc. wody. Napełniane są w nocy, w dzień woda płynie do użytkowników. Magistrala ułatwi szybszy transport wody do zbiorników.

Poznań zaopatrywany jest w wodę dwoma magistralami — wschodnią i zachodnią. Awaria którejś z nich nie powoduje natychmiastowej suszy (jak to dzieje się w innych miastach). Woda płynie do mieszkań inną drogą. Zbiorniki w Morasku wyrównują ciśnienie zwłaszcza w północnej części miasta.

Autor artykułu: JOD

Pomagają małym i dużym

Monday, February 26th, 2001

Uroczystą akademią w ,,Barbórce’’ uczcili w piątek, 23 lutego jubileusz 30-lecia istnienia Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej w Turku jej pracownicy.

– To niezwykła uroczystość – mówili pracownicy zasłużonej dla miasta i powiatu placówki. – Aż wierzyć się nie chce, że to już trzydzieści lat.

W poradni pracuje 13 osób, dyrektorem jest Grażyna Jastrzębska. Z okazji jubiluszu trzech pracowników (Irenę zając, Helenę Czeredę i Henryka Wieruchowskiego) wyróżniono dyplomami. Uhonorowano też Marię Zwierz, najdłużej pracującą pedagog w poradni.

Jubileusz poradni uświetnił wykład ks. Bogumiła Gacka, marianina, wykładowcy Uniwersytetu w Oksfordzie, profesora Uniwersytetu Kardynała Wyszyńskiego i kierownika pierwszej w świecie katedry personalizmu chrześcijańskiego.
Ksiądz Gacka, który jak się okazało jest absolwentem Liecum Ogólnokształcącego w Turku, mówił o wychowaniu w duchu personalizmu.

W części artystycznej wystąpiła młodzież z liceum z montażem słowno-muzycznym opartej na poezji Wisławy Szymborskiej.

Autor artykułu: DOM

Dziewczęta były w mniejszości

Monday, February 26th, 2001

W sobotę w domu Parafialnym przy kościele bł. Radzyma Gaudentego w Gnieźnie odbył się II Turniej Tenisa Stołowego. Wzięli w nim udział uczniowie II Liceum Ogólnokształcącego im. Dąbrówki.

Turniej odbył się dzięki uprzejmości Prafialnego Klubu Sportowego ,,Gaudenty’’. W rozgrywkach wzięło udział sześć dziewcząt oraz dwudziestu sześciu chłopców.

Najlepszą z zawodniczek okazała się Ewelina Ciężak z klasy IV a, która w finale po pięciosetowej walce pokonała Annę Wełniak, uczennicę klasy II g. Trzecia była Agnieszka Adamska z kl. III f. Wśród chłopców, po wyczerpujących eliminacjach grupowych i pucharowych, w finale zagrali bracia finalistek, Jakub Wełniak ( III a )i Bartosz Ciężak ( I B) Jakub wziął rewanż za porażkę siostry, zdobywając pierwsze miejsce. Trzecie miejsce zajął Mateusz Banach z kl. I h.

Najlepsi otrzymali od Samorządu Uczniowskiego talony do jednej z gnieźnieńskich pizzerii.

Autor artykułu: EM